Impas w rozmowach o przyszłości ZPB
Jak już informowaliśmy 19 marca odbyło się w Mińsku pierwsze posiedzenie polsko-białoruskiej komisji ekspertów, która ma podjąć próbę znalezienia rozwiązania konfliktowej sytuacji wokół Związku Polaków na Białorusi. Pracami komisji kierują ze strony polskiej wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer, a ze strony białoruskiej pełnomocnik rządu ds. religii i narodowości Leanid Hulaka.
Z informacji, do których dotarł serwis myslpolska.info wynika, że rozmowy nie przyniosły żadnego postępu. Strona polska zażądała uznania przez władze białoruskie Andżeliki Borys i jej kierownictwa w ZPB. I to od 2005 roku. Oznaczałoby to, że A.Borys uzyskałaby nie tylko zgodę na legalną działalność, ale przejęłaby dodatkowo cały majątek obecnie należący do ZPB. Strona białoruska natomiast domagała się wyjaśnień na temat wprowadzenia „czarnej listy” działaczy ZPB, którzy mają zakaz wjazdu do Polski i UE. Delegacja polska wbrew oczywistym faktom zaprzeczyła, że taka lista istnieje.
W takiej sytuacji spotkanie zakończyło się bez uzgodnienia nawet terminu następnego spotkania. Wydaje się, że impas we wzajemnych stosunkach będzie trwał.
J.S. – mp.info
Komentarze: (2)

To był chwyt przedwyborczy p. Sikorskiego. Wiadomo było od razu. Wiedziałem, że to się skończy wielkim …
Teraz nie mają czasu, teraz myślą jak zaistnieć w sercach Polaków bo okazja tuż, tuż….
Białoruś to również kraj Jana Pawła II
Kolejna moja bezsenna, nie zliczę już która, noc i cisza. Gdzieś może na tajnych posiedzeniach zbierają się „możni i władni” (jak im się zdaje) tego świata by obmyślać kolejne strategie, co by i jak zrobić by go „udoskonalić” by podporządkować, zniewolić magią tego złotego środka na realizację własnych snów o potędze, wszechpotężnego, a coraz bardziej wirtualnego pieniądza, wszystko i wszystkich.
A ja w tej ciszy, która obok mnie, bo w sercu jej brak, nie zliczę już który raz Bogu zawierzam moich białoruskich Przyjaciół. I o to by pomógł prawdzie, a zadośćuczynieniu dojść do głosu, pozwolił w spokoju i braterstwie umacniać się wzajemnie, modlę się. I nie dają mi zasnąć wspomnienia piękna jakie z Białorusi w albumie mojego serca zapisane, i te które burzą pokój bo fałszem trącą, bo na potrzeby wstrętnej, wrogiej propagandy reżyserowane, konfabulowane, w spiskową teorię dziejów przyobleczone tejże dziś służą.
Jako żywo stanął obraz sprzed roku. Czerwony kościół w białoruskim Mińsku. Naprzeciw najważniejszych urzędów tego kraju. Nad ołtarzem ogromny portret Jana Pawła II, papieskie insygnia, flagi. Tłum ludzi. Nuncjusz Apostolski na Białoruś, Arcybiskup Konrdasiewicz, biskup Dziemianko, dostojni księża innych wyznań, mnóstwo księży z okolicznych parafii w koncelebrze. Ambasadorzy, dostojni dyplomaci wielu państw, symfonicy z Poznania, zespoły, polskie chóry. Dwa kanały telewizji białoruskiej. Rocznica śmierci Jana Pawła II w Mińsku.
Uroczyście, z pietyzmem Mińsk wspomina Wielkiego Polaka. I mówią o Nim po polsku i mówią po białorusku i mówią o tym, że był orędownikiem pokoju, że był orędownikiem sprawiedliwości, że bliski mu los był każdego, bez względu na pochodzenie, kolor skóry, przynależność narodową, człowieka. Nikt nie boi się mówić o Nim papież Polak, nikt nie boi się mówić, śpiewać po polsku. I wreszcie gasną światła i nadchodzi ten moment, gdy ludzie podają sobie ręce i płynie na dwa języki ta Barka Jego ukochana. I ja nie wiem kto koło kogo stoi, nie wiem czy Białorusin to rdzenny, czy Białorusin polskiego pochodzenia najpierw w czasie „Ojcze nasz” , a teraz gdy rozbrzmiewa ta Barka w uścisku dłoni przekazują sobie tą prawdę żeśmy pod jednym niebem bracia. I może to jedynie dyplomację obchodzi i może to jej jedynie przeszkadza.
Może nie wtedy, może wtedy dumni byli, że ten polski Papież ściągnął tłum, może wtedy była okazja pokazać światu co polskiego dobrego mamy.
Może wtedy chociaż. Bo nie później, nie już w Iwieńcu gdy uroczystość z tej samej okazji za dwa dni nakazała w imię niepojętego braku kultury odwrócić się i nie podać ręki przybyłym na nią przedstawicielom władz Iwieńca i rejonowych Wołożyna . A po skończonej uroczystości nie pożegnać w cywilizowany, dyplomatyczny sposób, a chować przy uginającym się stole ,za zamkniętymi na klucz drzwiami. I tylko nie wiem co się przez te dwa dni zmieniło, co się stało takiego z wizerunkiem tego naszego Wielkiego Polaka Papieża, że nie można było z dumą jego postaci przybliżyć, a choćby „wstrętnym” prześladowcom. A pokazać każdemu ktokolwiek miałby ochotę, może po raz pierwszy usłyszeć. Ot dbałość to o dziedzictwo, kulturę, język…
Ja wiem, że usłyszę pewnie i to, że Watykan to siedlisko…, a i z tym Papieżem Polakiem to bez przesady, bo manipulacja, układ, że z nadania „możnych władnych” na tym tronie umieszczony. Mnie to przerasta, a i mało obchodzi jako, że żaden układ, żadna siła nie umieściłaby Go tam gdyby woli Boga w tym nie było to primo. Sekundo, iż nawet jeśli „możni i władni” zakusy mieli na to iż „marionetka” z kraju co to na niepodległość ma ambicję się wybić z ręki jeść im będzie, to szybko ostudził ich w tych zapędach. I jeśli nawet nie wszystko realizować mógł tak jak sumienie mu nakazywało, to nie co innego jak właśnie rzeczone sumienie i wierność radykalizmowi Boga ( cóż radykalna to nauka i trudna i niewygodna dla wielu) pozwalała mówić i upominać się o to wszystko co światu potrzebne by piękny, sprawiedliwy, by nie fałszywy i jadowity, by rozwaga, umiarkowanie, pokój , a i ta solidarność międzyludzka, międzynarodowa i miłość jako wartości nadrzędne zaszczepiać gdziekolwiek się znalazł, cokolwiek napisał. I ten kto chciał słyszał to wszystko, kto chciał z tych wielokrotnie zawoalowanych treści mógł się najeść i napić do syta informacji o bezładzie i bezduszności „możnych, a władnych.”
A i oni zamilkli, a i oni uznali wyższość Jego osobowości, a może udawali nie wiem, no widziałam ich tłumnie przybyłych na Plac Św Piotra w dniu pogrzebu by… Mogę się mylić więc nie dokończę.
A i widziałam wielu, gdy podejmowali w swoich krajach, choć dziwiło, że oni, a widziałam gdy jedni po kasę, inni po radę, inni jeszcze może po rozum, a i kto ich zna po co, trudno wszystkich szufladkować, ale jeździli, bywali, klękali… Wypadało? Należało? Potrzeba chwili? Być może. Wszak w tym piekle jakie człowiek człowiekowi na ziemi tworzy trudno się połapać. No fakt niezaprzeczalny, coś musiało być jednak takiego w tej Osobowości, że się liczyli, że należało, wypadało, że ciekawość… .
Pewnie więc Wielki jednak. Pewnie więc i dlatego nawet w Mińsku, tym białoruskim centrum „prześladowań” Polskości z takim pietyzmem, z taką oprawą, z takim rozmachem, że daj nam Boże w Polsce tak, można było uczcić rocznicę Jego śmierci w 2009. Aż dziw, że nie zabronili, bo tłum był faktycznie. Aż dziw.
Niewątpliwie zasługa to polskich urzędników, że właśnie tak, że dopracowane, że tylu gości. No ale ta białoruska telewizja, ale zgoda w ogóle na tak wielkie przedsięwzięcie. Może więc jednak nie do końca Polskość, a jedynie wstrętne politykierstwo i wsadzanie swoich trzech groszy tam gdzie nie można na cenzurowanym? Ja nie wiem.
Cóż zbliża się kolejna rocznica. I tak sobie myślę, wylezą, jak nic wylezą „elity”, wylezie cała „śmietanka” od dwudziestu kilku lat ta sama: partaczy, naprawiaczy, poprawiaczy, przesiadających się ze stołka na stołek, zmieniających szyldzik przynależności, a i tych, którzy z ambicjami by do niej dołączyć, wylezie cała ich masa, znaczki się w telewizorni ukażą, będzie uroczyście, będą opowiadać panie i panowie telewizyjni, etatowi kłamcy i prześmiewcy, w tym dniu padnie wiele peanów, wiele pytań o etos, o pamięć, o testament, o to co nam w nim zapisał i cośmy z tym zrobili. My społeczeństwo, bo nie oni ci z dwudziestokilkuletnim stażem sternicy, „stróże anioły” nasze. A ja się obawiam, że tym razem się najzwyklej (przepraszam) zerzygam. Wiem mogę wyłączyć TV, cóż z pewnością jednak pójdę do kościoła i mogę niestety spotkać, bo przecież władzy wypada… A tam, wieczorem o 21:37 ci, „możni władni” –sternicy podadzą sobie rękę i popłyną w odmęty hipokryzji, fałszu i obłudy barką.
My zaśpiewamy Barkę. Ja w duchowej łączności z moimi białoruskimi Przyjaciółmi i z wielką nadzieją, że może stanie się cud. Że może te wilki w ludzkiej skórze przypomną sobie, a za swoje wziąć zechcą, że Polska to Ojczyzna Wielkiego Polaka, że należy ją szanować, że nie wolno brukać w imię niepojętych interesów Boga, Honoru, Ojczyzny, i najzwyklej przestaną kupczyć, zniewalać, upokarzać i terroryzować mieszkańców Białorusi polskiego pochodzenia. Bo nie daj Boże im się uda doprowadzić do (tam bez ofiar nie będzie) rewolucji , zielonej, czerwonej bo już nie pomarańczowej, to gdy naród białoruski doświadczać zacznie jakie piekiełko na ziemi im nie kto inny (wówczas będzie), a mniejszość polska zgotowała… oby się moje słowa w proch rozsypały. I tylko kto ich bronił będzie wszak sternicy barką odpłyną, może Egipt demokratyzować, łapy przed tym po piłatowemu umywając. Podpowiadam nie myjcie, ale zabierzcie te łapy stamtąd precz póki jeszcze czas.
Bożena Gaworska- Aleksandrowicz