Obama ignoruje politycznych pigmejów
Nowy zgrzyt w relacjach pomiędzy UE i USA zdarzył się w Pradze. Obiad jaki prezydent Barack Obama wydał w tamtejszej ambasadzie USA dla jedenastu wybranych przywódców państw z Europy środkowej i południowej, które można uważać za potencjalnych sojuszników Waszyngtonu, nie był uświetniony obecnością dygnitarzy brukselskich, podobnie jak akt podpisania układu o ograniczeniu zbrojeń strategicznych z Rosją. Zaszczytu nie dostąpił ani Herman van Rompuy, Prezydent UE, ani lady Catherine Ashton, Wysoki Przedstawiciel ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa UE. Chociaż Komisja Europejska i Biały Dom oficjalnie bagatelizują afront, to jednak lider ALDE (Liberalni Demokraci) w Parlamencie Europejskim Guy Verhofstadt, podkreślił w wypowiedzi dla EUobserver niezręczność sytuacji zarówno dla Unii Europejskiej, jak i zaproszonych w Pradze gości.
Odwołanie majowego szczytu USA-UE w Madrycie mogło być prztyczkiem w nos wymierzonym eurokracji. Brak zaproszenia dla najważniejszych oficjeli UE na mini-szczyt do Pragi – to już metoda. Słowa Nigela Farage’a wypowiedziane onegdaj pod adresem obojga wspomnianych dygnitarzy brukselskich wydają się prorocze. Obama traktuje „wspólną politykę zagraniczną UE” z przymrużeniem oka, nie bez przyczyny upatrując w unijnych ambicjach przerostu formy nad treścią. Trzech „prezydentów” zafundowanych przez Traktat Lizboński to naprawdę bizantyńska przesada, mogąca wkurzyć zwłaszcza Amerykanów, którzy od lat nie wiedzą do kogo w Europie mają telefonować.
Teraz, gdy Stany i Rosja po raz kolejny pokazały „pigmejom politycznym” ich miejsce w szeregu, należy spodziewać się wzmożonych wysiłków ze strony unijnego establishmentu na rzecz urealnienia owej „wspólnej polityki”. Możliwości są dwie. Pierwsza: „wspólna polityka zagraniczna UE” będzie polityką niemiecką opartą na strategicznym partnerstwie Niemiec z Rosją oraz na wyższości prawa niemieckiego nad unijnym, co Niemcy zagwarantowały sobie dzięki orzeczeniu Trybunału w Karlsruhe. Druga: grupa państw z Francją, która obudziła się z wieloletniego snu i próbuje nadrabiać zaległości zacieśniając współpracę z Rosją, zechce próbować równoważyć wpływy niemieckie, co w efekcie przyniesie kontynuację dryfu lub nieoczekiwane perturbacje na linii Berlin-Paryż, spotęgowane kryzysem eurozony. Zagadką pozostaje zachowanie takich państw jak Wielka Brytania i Polska, które, zhołdowane przez Waszyngton, cieszą się iluzorycznym statusem „specjalnego sojusznika”.
Zakończę nieco naiwnie: może by tak zagrać na serio i nieco poluzować ten amerykańsko-niemiecki gorset? Wsparcie Turcji dobrze rokuje. Potrzeba jeszcze wspólnego mianownika z Rosją, opłacalnego dla obu stron, bez „polityki historycznej”.
Marek Bednarz, mp.info
Komentarze: (2)

A Kaczyński tak latał za amerykańcami, z Juszczem OUN-UPA się kumał byle tylko Rosji zaszkodzić.
A nie lepiej to z Ruskimi zawrzeć sojusz strategiczno – obronny, olać ta cala UE.
W Rosji jest wielki rynek zbytu i surowców strategicznych skolko godna.
Zastanów się jeden z drugim.
Strategiczne partnerstwo z Rosją obecnie możliwe nie jest . Nie dopuści do tego Pipełes & Company . Zatem pozostaje nadstawiać plecy na murzyńskie polepywanki .