Tytuł Bohatera Ukrainy dla Szuchewycza to był wielki błąd

Od redakcji: Poniżej prezentujemy fragment wywiadu, jaki ukazał się w ukraińskiej mutacji dziennika „Kommiersant”. Jest on ilustracją zmian jakie zachodzą obecnie na Ukrainie w sferze tzw. polityki historycznej. Oto fragment wywiadu:

 

 Nowy szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UIPN) Walerij Sołdatenko krytycznie ocenia prace Instytutu w latach poprzednich, w szczególności przyznanie tytułu Bohatera Ukrainy Romanowi Szuchewyczowi i Stepanowi Banderze. W rozmowie z korespondentem Kommiersant Julią Rjabczun powiedział, że dotychczas nie znalazł żadnych dokumentów, które mogłyby stać się uzasadnieniem dla przyznania tych nagród.

 Wśród wyników pracy Instytutu – uznanie Romana Szuchewycza za Bohatera Ukrainy, ogłoszenie roku 2009 rokiem Stepana Bandery, postawienie pomnika ofiarom Hołodomoru. Jak ocenia Pan krótką historię instytutu?

- Przed moim przyjściem UIPN zajmował się wyłącznie historią XX wieku. Ale czy możliwe jest zbudowanie całej pamięci narodowej jedynie na podstawie okresu lat 1917-1991, który jest oficjalnie nazwany „okresem niewoli”. Więc jak, pozostałe okresy w historii Ukrainy – to „okresy wolności”? Pamięci narodowej nie wolno ograniczyć do 70 lat. I kształtować pamięć powinny nie tylko wspomnienia o wyselekcjonowanych tragicznych procesach, takich jak na przykład represje z 1935 roku. Czy ruch narodowowyzwoleńczy z początku XX wieku, związany z nazwiskami Mikołaja Michnowskiego, Michaiła Hruszewskiego, Władymira Winniczenko, zasługuje na mniejszą uwagę z punktu widzenia wpływu na kształtowanie pamięci narodowej? Podczas swojej czteroletniej historii UIPN zrobił tylko pierwsze kroki w kierunku celu, dla którego został powołany, wzmocnienia statusu państwa. Zadanie polega na tym, aby iść dalej.

 W jaki sposób po objęciu przez Was stanowiska będą wyjaśniane kontrowersyjne kwestie historyczne: Hołodomor, działalność OUN-UPA, wydarzenia II Wojny Światowej?

- Zmiany w naszym życiu polegają nie tylko na zmianie przywództwa państwa, Instytutu. Życie idzie do przodu, pojawiają się nowe wyzwania, nowe problemy. Musimy odpowiadać na wyzwania czasu i te obiektywne procesy będą mi podpowiadać, jako nowemu kierownikowi, w jakim kierunku pójść. Nie zamierzam w sposób nihilistyczny odnieść się do wcześniejszego dorobku Instytutu. Inną rzeczą jest to, jak skutecznie i efektywnie wykonywać zadania stojące obiektywnie przed instytutem?  Myślę, że należy robić to z namysłem i rozsądnie, by nie wywoływać negatywnych emocji w społeczeństwie. Przy okazji, nie są mi znane  (być może na razie – wszystkich publikacji nie przeczytałem), żadne dokumenty będące w dyspozycji pracowników Instytutu Pamięci Narodowej, z, powiedzmy, odtajnionych archiwalnych zasobów SBU, które mogłyby służyć jako przekonujące uzasadnienie dla radykalnej zmiany oceny działalności bojowników OUN-UPA, ich bezwzględnej gloryfikacji.

 Na ile sprawiedliwe zatem było nadanie tytułu Bohatera Ukrainy Romanowi Szuchewyczowi i Stepanowi Banderze?

- Myślę, że to był wielki błąd – nie było warto tego robić, bo człowiek, który nosił stopień wojskowy państwa-agresora, walczącego nie tylko przeciwko Związkowi Radzieckiemu, ale przeciwko połowie Europy, nie może być bohaterem Ukrainy. Szuchewycz nosił stopień oficera Wehrmachtu. Przyznanie mu najwyższego tytułu – Bohatera – to przejaw braku odpowiedzialności, mówiąc obrazowo, co tylko chcemy, to robimy. Ale żadnych naukowych podstaw do nadawania tytułu nie było. W naukowych, akademickich środowiskach, decyzja ta została uznana za nieuzasadnioną. Decyzja ta była podyktowana względami politycznymi, ale w żadnym wypadku nie naukowymi. Przyznanie tytułu Bohatera Banderze i Szuchewyczowi stawia w złym świetle ukraińską politykę i polityków.

 Jak, na marginesie, zareagował na powołanie Pana były szef UIPN Igor Juchnowski? Czy Pan spotkał się z nim?

- Ja odnoszę się do dokonań akademika Juchnowskiego z szacunkiem. Należy być mu wdzięcznym za to, że przez cztery lata stawiał bardzo trudne kroki w kierunku kształtowania pamięci narodowej. Nawet jeśli są kwestie, w których z nim się nie zgadzam, należy pamiętać, że pracownicy UIPN przede wszystkim wykonywali swoją pracę, rozwiązywali postawione przed nimi zadania. Ich celem nie było zaprowadzenie kraju w ideologiczną dżunglę. Pomimo tego, że obiektywna analiza powoduje konieczność ponownego zbadania spornych historycznych kwestii i wprowadzenia niezbędnych korekt.

 Czy wraz z Pana przyjściem finansowanie UIPN i polityka kadrowa w instytucie ulegną zmianie?

- Teraz sytuacja z finansowaniem nie jest zadowalająca. Zgodnie z planem etatów w UIPN powinno pracować 105 osób a pracuje tylko 45. Wielu dziedzin po prostu nie da się objąć badaniami, przy takim zatrudnieniu. Na przykład, w grupie, która prowadzi zagadnienie Hołodomoru, teraz są aż dwie osoby! Czy możemy serio mówić, że ten problem jest obiektywnie i poważnie badany? Pilnie potrzebujemy wzmocnienia zasobów ludzkich. Nawet na wydziałach wyższych uczelni pracuje więcej naukowych specjalistów, niż tutaj. W UIPN jest tylko dwóch badaczy z tytułem naukowym doktora. Byłem bardzo zaskoczony, gdy usłyszałem o tym. Kształtować pamięć narodowej powinni ludzie, którzy mają kwalifikacje, aby zajmować się poważnymi projektami badawczymi.

 Jakie praktyczne znaczenie dla obywateli Ukrainy będzie miała praca UIPN?

- Nasza praca będzie miała wielkie znaczenie. Możliwe, że dzięki nam będą zmienione programy nauczania historii Ukrainy. Możliwe, że pojawią się nowe państwowe święta. Przed moim przyjściem do Instytutu powstał zespół, który opracowywał program edukacyjny na temat historii. Zapoznałem się z koncepcją zespołu i ona mnie nie satysfakcjonuje z powodu braku obiektywności i tendencyjnego podejścia do wydarzeń. To nie jest podejście naukowe. Koncepcja powinna zostać przedyskutowana ze środowiskiem naukowym, wśród nauczycieli w szkołach i na uniwersytetach. To jedyny sposób, aby wybrać racjonalną drogę, a nie kołysać się jak wahadło z jednej historycznej skrajności w drugą. W podręcznikach dla szkół i uczelni musi zaistnieć najwyższej jakości idea historii Ukrainy! Mamy na zmianę, to koncepcję prorosyjską, to znowu antyrosyjską. Podstawą musi być nasz ukraiński interes – jaki taka czy inna decyzja miała wpływ na rozwój Ukrainy, narodu, ludzi i państwa. Na razie koniecznie chcemy dopasować się do jakiegoś obcego układu współrzędnych. Dlatego u nas jeden – to bohater, inny – zdrajca – a jutro oni zamieniają się miejscami.

 

 

 Walerij Sołdatenko

 Walerij Sołdatenko urodził się w mieście Selidowo w obwodzie Donieckim w 1946 roku. W 1970 roku ukończył studia na Wydziale Historii Uniwersytetu Państwowego  im. Szewczenko w Kijowie. Od 1976 do 1984 roku pracował jako starszy pracownik Instytutu Historii Partii przy Centralnym Komitecie Komunistycznej Partii Ukrainy – wydziale Instytutu Marksizmu-Leninizmu przy KC KPZR. W latach 1988-1991 pan Sołdatenko kierował wydziałem badań historyczno-politycznych Instytutu Nauk Politycznych Centralnego Komitetu Komunistycznej Partii Ukrainy. Członek partii komunistycznej. W 1992 roku stał na czele wydziału etnohistorycznych badań Instytutu Politycznych i Etnicznych Badań im. Iwana Kurasa NANU. W tej instytucji naukowej pan Sołdatenko pracował bez przerwy aż do chwili powołania do Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

 

 

Za: „Kommiersant”, Ukraina № 139 z 13.08.2010, piątek

http://www.kommersant.ua/doc.html?docId=1485587

 

 

 szucz

Komentarze: (2)

 

  1. Anton mówi:

    A Kaczyński Lech sztamę z Juszczem trzymał byle tylko ruskim na złość zrobić, a na sojusz z USA liczył, a teraz murzyn Obama pokazał całej europie środkowej gdzie ją ma, no i jak teraz wygląda cała polityka wschodnia Kaczyńskiego? – ano GŁUPIO.

Zostaw komentarz