Polacy na Białorusi na tle wizyty R.Sikorskiego w Mińsku
Ostatnia wizyta ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego i jego zapowiedzi walki o demokratyczne standardy na Białorusi, a także oświadczenie poparcia dla miejscowej „Polonii” pokazują dawną tendencję polskiej polityki wschodniej, a raczej jej brak i całkowitą ignorancję polskiej mniejszości narodowej na Białorusi. O samej tej wizycie napiszemy jeszcze później, a obecnie przytoczymy ogólne refleksje na ten temat: polska polityka na Białorusi a polska mniejszość etniczna w tym kraju.
Obecnie do Białorusi, kraju w którym mieszka najliczniejsza i najbardziej zwarta terytorialnie polska mniejszość na Wschodzie (za wyjątkiem, możliwie, Litwy), zmienia się stosunek Unii Europiejskiej. I dobitnym przykładem tego jest ostatnia wizyta ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec do Mińska – R. Sikorskiego i H. Westerwelle, a także wywiady prezydenta Białorusi A. Łukaszenko dla szeregu czołowych mediów Polski i Niemiec.
Oznaczają one, że polityka izolacji Białorusi, prowadzona przez Unię Europejską (w tym także i Polskę) przez 15 ostatnich lat (i szczególnie po 2005 roku), okazała się błędna w stosunku do zakładanych celów. Paradoksalnie wychodziło, że taka polityka pchnęła Białoruś w stronę Rosji, chociaż zamiary były zupełnie inne. I to, że Białoruś zachowała niezależność w tej sytuacji, szczególnie na tle rosyjskiej polityki po 2000 roku odnowienia w tej czy innej postaci imperium, graniczy z polityczną fantastyką. Na tym tle oficjalna polityka Polski o niezbędność zachowania niezależności Białorusi i wsparcia polskiej grupy etnicznej w tym kraju wygląda zupełnie paraoksalnie.
Jak wiadomo, historia, a także i współczesność Polaków na Białorusi są szczególnie skomplikowane i tragiczne. Zdawało się, po odzyskaniu niepodległości Polską, a także uzyskaniu niezależności Białorusi, że sytuacja powinna była zmienić się! Jednak stało się inaczej. Polskość na Białorusi (jak pisano już nie jeden raz, w tym także i na stronach „Myśli Polskiej”) obecnie jest niszczona polskimi rękami i za polskie pieniądze. Jest to dobrze znany projekt „Andżelika”. Ale to temat odrębny…
Na tym tle ciekawie wygląda linia rządu D.Tuska, realizowana poprzez MSZ i jego szefa Radka Sikorskiego. Zgodnie z nią na Białorusi istnieje grupa Polaków, skupionych wokół A. Borys, a obecnie A. Orechwo. Jest to grupa w pare dziesiątków ludzi, a inni to po prostu tak zwani „Pseudo-Polacy”. A przecież nawet oficjalnie mówi się, że na Białorusi zamieszkuje około 400 tysięcy Polaków, a według danych znawców tematu nawet do 1-2 miljonów osób. A więc taka linia MSZ jest wymarzoną pozycją dla białoruskich nacjonalistów, uparcie twierdzących, że na Białorusi nie ma Polaków, a śą tylko białoruscy katolicy, albo spolonizowani Białorusini. Czyje interesy w takim razie przedstawia polskie MSZ? Napewno nie Polaków na Białorusi, ale i Polski jako kraju.
R. Sikorski podczas spotkania z prezydentem Łukaszenko dużo mówił o standardach demokratycznych podczas przyszłych wyborów, ale jakoś zapomniał powiedzieć, że jego rząd kontynuje haniebny, zakaz wprowadzony za czasów A. Kwaśniewskiego i A. Rotfelda wjazdu etnicznych Polaków do kraju ojczystego wbrew konstytucji Polski. Nic nie odpowiedział minister także na stwierdzenie Łukaszenki, że na Białorusi zawsze wybory były przeprowadzane demokratycznie… Nic dziwnego, bo podczas tej rozmowy jego „starszy brat” minister spraw zagranicznych Niemiec H. Westerwelle wyrażnie oświadczył, zwracajc się do Łukaszenki, że my chcemy widzieć w nim przyszłego partnera. I co w tym wypadku mógł dodać Sikorski?
W zamian popisał się na innym terenie, oświadczając o poparciu dla miejscowej Polonii. Tylko ciekawe, skąd R. Sikorski sprowadził tę Polonię do dzisiejszej Białorusi: może z Afryki Południowej czy z Ameryki. Bowiem jako człowiek wykształcony i były wiceministr spraw zagranicznych do spraw Polonii rządu J.Buzka powinien wiedzieć, że na tych terenach Polacy to miejscowa ludność. Bowiem z dziada i prodziada mieszkali Polacy zwartą ludnością na terenach obecnej zachodnio-północnej Białorusi (wcześniej Wielkiego Księstwa Litewskiego) i swą polskość udowodnili nie jeden raz podczas powstań polskich XIX wieku i szczególnie podczas II wojny światowej. I nie są oni winni, że to Polska opuściła ich tracąc swe tereny na wschodzie. Bowiem oni pozostali na swej ojcowiznie.
Na tym tle musi zdumiewać postawa konsula generalnego RP w Grodnie – A. Chodkiewicza. W grodzieńskim województwie tylko oficjalnie mieszka około 300 tysięcy Polaków, a nieoficjalnie – około 600-700 tysięcy. I nic nie było by dziwnego w tym, bowiem polscy dyplomaci często nie znają realiów istnienia etnicznych Polaków na Wschodzie. Ale konsul A. Chodkiewicz poprostu ma inny rodowód: był on bowiem, około 10 lat dyrektorem Wspólnoty Polskiej. Ta organizacja „społeczna”, jak wiadomo za pieniądze polskiego podatnika, zobowiązana jest wspierać Polaków, w tym także i na Wschodzie. Kto jak nie A. Chodkiewicz, który nie jeden raz był na Białorusi i spotykał się z tysiącami Polaków, powinien i wie o tym?! W swoim czasie dyrektor A. Chodkiewicz nie jeden raz wygłaszał piękne przemówienia, w których stwierdzając, że Polska pamięta o tym, że zostawiła na Wschodzie część swego narodu ( w tym także i na Białorusi) stanowczo stwierdzał, że obowiązkiem kraju i Wspólnoty Polskiej szczególnie, jest pomagać etnicznej ludności polskiej na opuszczonych terenach wschodnich. Ale już jako konsul na spotkanianiu w Grodnie z Polakami i z miejscową władzą mówi o jakiejść Polonii. Zresztą A. Chodkiewicz z wykształcenia jest historykiem…
Widać, że nowa kariera dyplomatyczna zmieniła jego poglądy kardynalnie. Podczas wywiadu z prezesem stowarzyszenia «Wierni Polsce suwerennej» Pawłem Ziemińskim jednoznacznie mówiąc o prawie zwrotu polskiego obywatelstwa, oświadczył on, że to prawo przysługuje obywatelom Polski z czasów wydarzeń 1968 roku. Natomiast w stosunku do Polaków na Białorusi, stwierdził on, że im takie prawo nie przysługuje, i że narodowość nie idzie w parze z obywatelstwem. A w ogóle on jako konsul realizuje tylko politykę państwa polskiego. Trudno do tego coś jeszcze dodać.
W ten czas jak polska dyplomacja walczy o demokrację na Białorusi, poświęcając polską mniejszość narodową na korzyść białoruskich nacjonalistów, inni sąsiedzi Polski – Litwa i Niemcy – aktywnie prowadzą interesy z Białorusią. Litwa nie rozerwała stosunków z Białorusią na wyższym szczeblu w ciągu ostatnich 15 lat. Dzięki temu powstało, na przykład, litewskie centrum edukacji i kultury w Rymdziunach (2002 rok), aktywne pozostały także stosunki ekonomiczne. Niemcy podczas wizyty Sikorskiego przeprowadzali już jedenaste forum ekonomiczne w Mińsku, i obecnych na nim było wielu posłów parlamentu Niemiec. Jak widać, te kraje, nie mając swej znacznej mniejszości etnicznej na Białorusi, podtrzymują jednak stosunki wbrew decyzjom Unii. W ten czas jak Polska w imię „wyższych interesów” chce być więcej papieska niż sam papież… A interes Polaków na Białorusi?! Zresztą w takim rozumowaniu polskiej polityki na Białorusi są oni spisani na straty… Tylko jaki interes narodowy w tym Polski?
Z Grodna dla mp.info:
Antoni Kuczyński
Komentarze: (1)

Dobrze, ze ktos rozumie w Polsce, ze Polacy na Bialorusi, a wlasciwie czlonkowie Zwiazku Polakow na Bialorusi, sa nadal wykorzystywani przez wladze tak bialoruskie, jak i polskie w swoim interesie. W ciagu pieciu lat po zenujacym zjezdzie ZPB w Grodnie w marcu 2005r. w Grodnie, gdy podstepnie wyloniono na prezesa Borys, a wywalono Kruczkowskiego, zapomniano o tym, ze ZPB jest organizacja spoleczno-kulturalna, ktora za glowny cel ma podnosic polska swiadomosc narodowa, a przede wszystkim promowac kulture polska, a takze wskrzesic szkolnictwo polskie z niebytu po sowieckiej akupacji. I co mielismy w ciagu ostatnich pieciu lat – zadymy polityczne Borys i jej poplecznikow, stagnacje w szkolnictwie, oszczerstwa i obelgi pod adresem Polakow, ulozenie tzw. czarnej listy Polakow (zakaz wjzdu do Ojczyzny) z ust Borys i Poczobuta, aby stworzyc jednokierunkowy odbior informacyjny w Polsce. Lista zakazanych Polakow jest nadal aktualna! Przede wszystkim to doprowadzilo do ruiny ruchu odrodzenia polskosci na Bialorusi, a co najwazniejsze – do zniszczenia szczerosci i solidarnosci wsrod czlonkow ZPB.
Mozna mnozyc organizacje polskie na Bialorusi (na co zezwala rezim Lukaszenki), jednak to nie zmienia faktu, ze stracono drogocenny czas. ZPB, ktory faktycznie nie istnieje, juz z tej kompromitacji obywatelskiej i politycznej raczej nie ma sil sie podniesc. A na gorze nadal beda robic dobra mine do zlej gry i nawet usciskac raczki dyktatorowi i ladnie przemawiac po angielsku…
O Chodkiewiczu i jemu podobnych nawet nie wypada wspominac. Hanba, ze wobec Polakow, bo zadnej Polonii na Bialorusi nigdy nie bylo i nie bedzie, stosuje sie przez urzednikow polskich metody stalinowskie z 1937r., a takze podwojne standardy.
Cieszy fakt, ze Mysl Polska obiektywnie przedstawia dany problem, ktory jest daleki od rozwiazania.