Czy na Białorusi był przygotowany pucz?
Skoro jestem faworytem wszystkich sondaży to po co miałbym fałszować wybory? – pytał podczas spotkania z polskimi mediami Alaksandr Łukaszenka. Idąc tą logiką można dzisiaj zapytać: skoro dotychczasowy prezydent Białorusi w wyborach otrzymał ok. 80 proc. głosów, a jego najsilniejszy konkurent niecałe 3 proc., to po co siły porządkowe rozpędziły demonstrantów w wieczór powyborczy w Mińsku? Dlaczego zrobiły to tak zdecydowanie? Dlaczego aresztowano wielu działaczy opozycyjnych w domach i przeprowadzono tam rewizje? Nawet jeśli demonstracja była nielegalna to zwycięzca w dniu swego tryumfu mógł wspaniałomyślnie przejść nad tym do porządku dziennego.
Przyjrzyjmy się tamtejszym wydarzeniom w oparciu o dostępne informacje. W gronie opozycyjnych kandydatów wyraźnie wybijał się jeden – Uładzimir Niaklajeu. Do tej pory niezbyt znany z działań politycznych literat. W kampanii wyborczej nie ukrywał, że jest finansowany przez kapitał z Rosji i do swojego programu wprowadził wiele elementów prorosyjskich. To on był odpowiedzialny za organizację demonstracji w imieniu wszystkich kandydatów. Wieczorem w niedzielę wyborczą przed planowaną godziną rozpoczęcia wiecu gruchnęła wiadomość, że Niaklajeu został brutalnie pobity przez nieznanych sprawców. Razem z nim pobito dziennikarza jednej z rosyjskich telewizji, która jako pierwsza podała tę informację, alarmując świat. To podgrzało emocje. Zebrało się ok. 10 tysięcy ludzi i wysłuchało oficjalnych przemówień. Gdy zaczynali się już rozchodzić dwóch kandydatów Andrej Sannikau (jego żona jest rosyjską dziennikarką) i Mykoła Statkiewicz ogłosili, że zawiązali tymczasowy rząd narodowy i idą negocjować przejęcie władzy do budynku rządu. Wspólnie z grupą demonstrantów próbują się tam wedrzeć, ale okazuje się, że w środku są siły porządkowe i odpierają atak. Kończy się na rozbiciu kilku szyb. Ale obrazki z rzekomo brutalnej akcji milicji idą w świat. Znowu za pośrednictwem rosyjskich telewizji, których operatorzy jakimś dziwnym trafem są w centrum wydarzeń.
Nie była to więc pokojowa demonstracja, ale próba przejęcia władzy. Co by było, gdyby tej grupie udało się zająć budynek rządu? Była to klasyczna operacja mająca na celu doprowadzenie do przesilenia politycznego przy pomocy ulicy. Podobnie jak kilka lat wcześniej na Ukrainie. Ale wszystko wskazuje na to, że tym razem za plecami organizatorów stały jakieś czynniki rosyjskie. Wskazuje na to tez to, że wśród zatrzymanych było 11 Rosjan, którzy zostali skazani na od 10 do 15 dni aresztu. A więc nie byli tylko biernymi obserwatorami, ale musieli brać aktywny udział w „konfrontacji z władzą”.
W związku z tymi wydarzeniami może pozostawać aresztowanie białoruskiego generała Ihora Azarenoka, dowódcę sił lotniczych i wojsk obrony powietrznej. Jeszcze parę tygodni temu poważnego kandydata na ministra obrony Białorusi. Nie jest też przypadkiem, że po wyborach A.Łukaszenka zapowiedział, iż wymiana personalna na najwyższych szczeblach władzy obejmie aż 90 proc. dotychczasowej obsady.
Jest więc bardzo prawdopodobne, że była przygotowana poważna operacja o charakterze przewrotu pałacowego, do której wstępem miał być wiec i przejęcie budynku rządu w Mińsku przez demonstrantów. Prezydent Rosji D.Miedwiediew tuż przed wyborami wycofał się z wcześniejszej krytyki A.Łukaszenki i udzielił mu poparcia. Wiadomo bowiem było, że w procesie wyborczym nic się nie zmieni. A dodatkowo można było liczyć na uśpienie czujności prezydenta Białorusi.
Okazał się on jednak szczwanym lisem i zdusił przygotowywany pucz. Dlaczego Moskwa mogłaby być zainteresowana usunięciem Łukaszenki? Powodów jest wiele. Najogólniej można stwierdzić, że stał się zbyt niezależny. Jego współpraca z Chinami musi niepokoić. A w próbach uniezależnienia się od dostaw ropy z Rosji okazał się bardziej wytrwały i skuteczny niż ś.p. prezydent Lech Kaczyński.
Władze rosyjskie zapewne poszukują właściwych metod pozbywania się niewygodnych prezydentów w państwach będących w ich strefie wpływów. Wiadomo, że nie można ich wymienić poprzez odpowiednią kampanię medialną i kartkę wyborczą. Bo w zdecydowanej większości tych krajów to nie działa. Pozostaje droga puczu wewnętrznego. Przeprowadzono już taką operację w Kirgistanie na początku tego roku doprowadzając do obalenia prezydenta Kurmanbeka Bakijewa, który za bardzo postawił na współpracę z USA i udostępnił dla operacji w Afganistanie bazę w Manas bez zgody Rosji. Zresztą wygnany Bakijew otrzymał schronienie przez pewien czas na Białorusi, a prezydent Łukaszenka głośno protestował przeciw temu co się stało w Kirgistanie. Być może już wtedy coś przeczuwał.
Odrębnym zagadnieniem jest to, czy o tym wszystkim wiedział polski rząd. Fakt wycofania z udziału w wyborach A.Milinkiewicza może na to wskazywać. A rozmowy ministrów Sikorskiego i Westerwelle na temat demokratyzacji procesu wyborczego w Białorusi miały tylko pomóc stronie rosyjskiej przygotować i przeprowadzić akcję puczu. Świadczyłoby to nie tylko o biernym obserwowaniu, ale też o świadomym współdziałaniu. Stąd te nerwowe reakcje, gdy okazało się, że cała operacja wzięła w łeb.
Teraz wszystko będzie zależało od tego czy Łukaszenka po opanowaniu sytuacji u siebie będzie w stanie realnie, a nie na niby, dogadać się z Moskwą. Bo jeśli nie to za jakiś czas będzie kolejna tego typu próba.
To wszystko oczywiście tylko hipotezy. Ale dość prawdopodobne hipotezy.
Jan Siewierski
Komentarze: (4)

Poparcie udzielone przez Prezydenta Miedwiediewa Lukaszence, wyraznie wskazuje na to, ze ci niby rosjanie uczestniczacy w probie puczu, to nie jest akcja wspierana przez Rosje Putina, a tylko przez sily starajace sie rozsadzic wewnetrznie Rosje i przejac jej bogactwa, tak jak to uczynili oligarchowie wywozac z Rosji setki miliardow dolarow.
W tym kontekście polscy rusofobi popadli w schizofrenię. Atakując Łukaszenkę summa summarum znaleźli się w “obozie moskiewskim”. Tymczasem z punktu widzenia swojej “ideologii” (zawsze przeciwko Rosji) powinni popierać baćkę rękami i nogami, wszak to on z zadziwiająca skutecznością broni suwerenności Białorusi, a tymczasem “demokratyczni” kandydaci oddali by ją ta tacy Moskwie. A tu nic – widocznie w tym obozie nie myśli się już w ogóle.
[...] Jan Siewierski http://mercurius.myslpolska.pl/2010/12/czy-na-bialorusi-byl-przygotowany-pucz/ [...]
Stosunki pomiedzy Moskwa i Minskiem ulegly oziebieniu w ciagu ubieglego roku – vide pamietna odmowa Moskwy udzielenia pozyczki Minskowi w wysokosci 4 mld dolarow.
Lukaszenko pukal takze do drzwi USA i MFW o pozyczke, ale tamtejsze zydostwo postawilo mu warunki; na Minsk szczekala tez Bruksela.
Wobec tego Lukaszenko zapukal do chinskich drzwi i dostal pozyczke.
To co przydarzylo sie Lukaszence podczas wyborow prezydenckich na Bialorusi uwazam za wielkie swinstwo KGB-owskiej mafii i Putina o wielu twarzach; o parszywej robocie KGB i Putina pisalem wielokrotnie w przeszlosci i podawalem konkretne dowody, ale zwolennicy Putina i “Rosji” (czytaj: ZSRR”bis”) byli zaslepieni swoim idolem i ignorowali fakty.
5 twarzy Putina – uwagi na stronie:
http://forum.suwerennosc.com/viewtopic.php?f=35&t=442
Toronto, Kanada.