Viktor Orbán podważa unijne dogmaty
Kontrowersyjna ustawa medialna posłużyła prasie europejskiej do ataku na prezydencję węgierską w Radzie Unii. Nowa ustawa w znacznym stopniu ogranicza prawo dziennikarza do ochrony źródeł i nakłada drakońskie kary – alarmuje API, międzynarodowe stowarzyszenie dziennikarzy pracujących przy Unii w Brukseli.
Premier Viktor Orbán zapewnia, że nowa legislacja jedynie kompiluje już istniejące w UE rozwiązania. Prezydent Komisji UE Jose Manuel Barroso zapowiada dochodzenie. Ale sedno sprawy leży gdzie indziej.
Podczas konferencji prasowej jaka odbyła się 7 stycznia w gmachu parlamentu w Budapeszcie Barroso potwierdził, że pod lupę idą też finansowe decyzje Fideszu. Unijne koncerny domagają się bowiem ukarania Budapesztu za tzw. podatek kryzysowy. Axa, E.On, ING, Deutsche Bank – to tylko kilka z nich. Rządy Francji i Niemiec próbują postawić Orbána pod ścianą, wykorzystując jako pretekst „wolność słowa”.
Kraj został poharatany przez socjalistów. Bezprecedensowe zwycięstwo pozwoliło Fideszowi na zdobycie pełni władzy. Aby powstać z kolan, reformy jakie Węgrzy muszą wdrożyć powinny być gruntowne i nie wolno schlebiać nikomu.
Niektóre z nich mają zastosowanie również w Polsce. OFE, które wyciskały miliardy z obrabowanych Węgrów, Orbán wziął za twarz. Stąd gniew możnych tej Unii i stąd klangor prasowy. Węgry chcą wprowadzić Bułgarię i Rumunię do strefy Schengen, przeciwko czemu oponują Francja i Niemcy. Z nadchodzącą akcesją Chorwacji, przestrzeń unijna staje się bardziej skomplikowana, mniej przewidywalna. Francuzi i Niemcy mają prawo się denerwować.
Co więcej, Węgry zamierzają postawić na ostrzu noża sprawę dywersyfikacji źródeł energii i wzmocnić Partnerstwo Wschodnie. Interkonektory, łączniki systemów na granicy chorwackiej i rumuńskiej grają główną rolę. Czy Rosja pozostanie bezczynna?
W planie geopolitycznym powodzenie tych inicjatyw oznaczałoby trzy rzeczy:
- ograniczenie wpływu Rosji;
- okiełznanie koncernów zachodnich które bezkarnie drenują rynki środkowoeuropejskie;
- wykazanie nieskuteczności osi Paryż-Berlin.
Słowem: zdewastowanie podstaw unijnej geopolityki. Czy rządy Francji i Niemiec, z lub bez wsparcia wielkiego biznesu, pozwolą na to? Wątpliwe. Za pół roku polska prezydencja. Będziemy bacznie przyglądać się poczynaniom Madziarów.
Marek Bednarz, mp.info
bem@autograf.pl
