Vabank duetu Merkel-Sarkozy
Pierwszy tegoroczny weekend lutego wbrew kalendarzowi okazał się wyjątkowo gorący. To za sprawą zdecydowanej zagrywki ze strony, coraz bardziej zgranego i głośniejszego (ostatnimi czasy), duetu Merkel-Sarkozy. Na szczycie liderów krajów UE, postanowili oni wspólnie przedstawić propozycję Paktu konkurencyjności, którego przyjęcie pozwoliłoby na bardziej elastyczne i szersze korzystanie z Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej (European Financial Stability Facility) przez kraje, które stanęły w obliczu kryzysu zadłużenia.
Jednak najwięcej zastrzeżeń przywódców brukselskiego szczytu dotyczyło nie tyle treści wspomnianej propozycji, ale sposobu i trybu w jakim została ona wniesiona i zaprezentowana przez liderów Niemiec i Francji. Większość przywódców krajów UE uznało, że przez Panią kanclerz A. Merkel i Pana Prezydenta N. Sarkozy, zostali postawieni – delikatnie mówiąc – „pod murem”. Nikt z nimi wcześniej tego materiału oficjalnie nie konsultował. A zważywszy na kaliber sprawy to dość niespotykane i ryzykowne zagranie. Czy jednak wspomniany duet (tak wytrawnych graczy) można posądzać o szaleństwo i brak przygotowania?
Bezdyskusyjne jest to, iż niemiecko-francuskie propozycje zawierają przysłowiową marchewkę, w postaci zautomatyzowania procesu korzystania z pomocy finansowej kraju, który znalazł się w niebezpiecznej pętli zadłużenia i grozi mu utrata płynności finansowej, niezbędnej do obsługi długu publicznego.
Jednak spośród treści projektu Paktu, to nie owa marchewka wywołała podniesienie temperatury u większości uczestników szczytu w Brukseli. Jeśli więc nie marchewka to na pewno powodem był.. kij, nieodłączny rekwizyt w tej znanej od wieków grze.
Otóż ceną posiadania automatycznego prawa do korzystania z funduszy EFSF w sytuacji wystąpienia groźby kryzysu zadłużenia, byłoby – według propozycji jej inicjatorów – przyjęcie przez państwa UE kompleksowego pakietu (bardziej rygorystycznych od tych obecnie obowiązujących) zasad prawno-gospodarczych, zmierzających do większej koordynacji polityki gospodarczej UE, zwłaszcza w obszarze fiskalnym.
Główne cele – według projektu Paktu – tej nowej i skoordynowanej polityki UE to: wprowadzenie do ustroju prawnego państwa limitów maksymalnego zadłużenia, przyjęcie wyższego wieku emerytalnego uzależnionego od demografii (czyżby Unia chciała postawić na prokreacyjność?), zniesienie indeksacji wynagrodzeń opartej o stopę inflacji, ujednolicenie przepisów związanych z sytuacją niebezpieczeństwa niewypłacalności banków, oraz obniżenie podatku dochodowego od przedsiębiorstw.
Liderzy krajów – po bardzo burzliwej dyskusji – w końcu wyrazili zgodę na kontynuowanie rozmów na temat propozycji zawartych w projekcie Paktu, podczas ich kolejnego spotkania, które wyznaczono już na marzec br.
Jak stwierdził Michael Derks, Szef Strategii w FxPro, europejscy liderzy – tak głośną i niestety kłótliwą – debatą, znowu sponiewierali wspólną walutę. A przecież tak nie dawno, bo ledwie dwa tygodnie wcześniej, Merkel-Sarkozy zgodnie wołali na spotkaniu Davos, w tonie wręcz propagandowym „To nasza wspólna waluta!!!”. I tak w wyniku niesnastek jakie zapanowały na brukselskim salonie, euro w jeden dzień spadło w relacji do swojego amerykańskiego rywala o ponad dwa centy (do poziomu 1,3550).
Wracając do brukselskiego szczytu, przywódcy krajów byli zgodni co do generaliów i pryncypiów zawartych w projekcie Paktu. Jednak konieczność przejścia do co raz większych szczegółów, takich jak m.in.: określenie wieku emerytalnego i jego zrównanie dla obu płci, wysokość stawek podatkowych, maksymalny poziom zadłużenia państwa, maksymalny możliwy poziom deficytu budżetowego oraz wydatków; uwidoczniła, że specyficzne potrzeby poszczególnych krajów członkowskich nie zostały – póki co – uwzględnione w niemiecko-francuskim projekcie. Generalna zgoda (co do potrzeby przyjęcia i wprowadzenia wspomnianych kierunków strategicznych) rychle zamieniła się w powszechny i zdecydowany sprzeciw większości przywódców krajów – bądź co bądź – tak różnych pod względem rozmiaru i specyfiki narodowych gospodarek.
Swoje oburzenie związane z formą wprowadzenia pod obrady założeń Paktu, a także z samą jego zawartością (bardziej w szczegółach niż w generaliach), wyrażały zarówno małe jak duże państwa UE, od Luksemburga, Belgii, Austrii po Irlandię, Portugalię, Hiszpanię i Polskę.
Pytanie, czy w świetle nieprzychylnej atmosfery brukselskiego szczytu, można w ogóle dopuszczać myśl, że podpisanie przedmiotowego Paktu kiedykolwiek nastąpi, a co dopiero już w marcu br. (zgodnie z oczekiwaniami niemiecko-francuskich projektodawców)?
W świetle utrzymującej się groźby niewypłacalności Portugalii i Hiszpanii (a zwłaszcza tej ostatniej z uwagi na rozmiar gospodarki), wcale nie można tego wykluczyć. Bowiem realia gospodarcze są, jakie są. Niekorzystne dla większości krajów UE. Może to zmusić politycznych decydentów do zmiany zachowań, wyciszenia emocji i maksymalnie konstruktywnego działania. Słowem do szybkiego kompromisu. A ponieważ ogólnie sytuacja sprzyja tym, którzy nadają przedmiotowym wydarzeniom ton, więc można spodziewać się, że wspomniany kompromis będzie znacznie bliższy oczekiwaniom projektodawców. Za taką właśnie tezą przemawiają dwie rzeczy.
Po pierwsze: Niemcy posiadają obecnie moralny mandat do autorytatywnego wypowiadania się w kwestiach gospodarczych (najlepsza gospodarka w Europie i być może nawet na świecie).
Po drugie: występowanie – wcale nie niskiego – ryzyka bankructwa finansów publicznych któregoś z krajów UE, lub też - co nie jest wykluczone – bankructwo od razu kilku krajów. Każdy, w miarę rozsądnie myślący polityk, doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli dojdzie do krachu któregoś z krajów unii, to będzie już zdecydowanie za późno na wprowadzanie jakichkolwiek Paktów, kompleksowych pakietów etc. Reakcja łańcuszkowa wywołana czyimś bankructwem może być przysłowiowym walcem dla sporej części Europy.
I właśnie ta świadomość – wśród liderów krajów UE – może zwyciężyć. Dlatego duet Merkel-Sarkozy, który wydaje się, dobrze przeanalizował możliwy rozwój sytuacji, przewidział już wcześniej, iż nastał właściwy czas na mocne zagranie typu va bank.
Robert Kowalczyk
Komentarze: (2)

Wystąpienie Jean-Claude Tricheta, prezesa EBC,
Mediolan
Uniwersytet Bocconi
1 lutego 2011 Milan roku
,,euro area must operate, de facto, as a quasi-fiscal federation, in which the college of participating governments has the responsibility of exerting a very strong surveillance on national economic and fiscal policies.”
,,Strefa euro musi de facto działać jako quasi-fisalna federacja, w której kolegium uczestniczących rządów * ma obowiązek stosowania silnego nadzoru nad krajowymi ekonomicznymi i fiskalnymi politykami)”
* czyli chyba po prostu rząd gospodarczy euro-landu ?
http://www.ecb.int/press/key/date/2011/html/sp110201.en.html
30 listopada 2010 roku odbyło się posiedzenie Komisji do spraw gospodarczych i monetarnych PE na którym doszło do spotkania członków komisji z Trichetem – prezesem EBC
,,We hale a monetary federation, we need a budgetary quasifederation.”
Czyli ,,My mamy federację monetarną, my potrzebujemy quasi-federacji budżetowej”
http://www.europarl.europa.eu/document/activities/cont/201101/20110106ATT11266/20110106ATT11266EN.pdf
str. 11
4 wiersz od góry po lewej stronie
——
Środowiska globalistyczne zmierzają do likwiadacji państw narodowych i to Trichet jest ich ważnym przedstawicielem
http://www.iluminaci.pl/bilderberg/spotkanie-grupy-bilderberg-w-2009r