Gdynia: uroczystość rocznicy śp. inż. E.Kwiatkowskiego

Kwiatkowski1936_1Towarzystwo Miłośników Gdyni zaprasza mieszkańców Pomorza, młodzież szkolną oraz firmy do wzięcia udziału w uroczystości składania kwiatów pod pomnikiem inż. Eugeniusza Kwiatkowskiego (przy ul. 10 Lutego 16 ) – 30 grudnia br. o godz.12.00.

Eugeniusz Kwiatkowski (ur. 30 grudnia 1888 w Krakowie, zm. 22 sierpnia 1974 w Krakowie) w Gdyni jest traktowany jako jedna z bardziej zasłużonych postaci dla rozwoju miasta.

Studiował na wydziale chemii technicznej Politechniki Lwowskiej, studia ukończył w Monachium. W latach 1916-19 służył w Legionach Polskich, potem do roku 1920 w Wojsku Polskim. W latach 1926-30 był ministrem przemysłu i handlu, 1931-35 – dyrektorem Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Chorzowie i Mościcach, w latach 1935-39 wicepremierem i ministrem skarbu.

Z działalnością Kwiatkowskiego powiązane są wszystkie wielkie osiągnięcia II RP m.in. związanie Śląska z Wybrzeżem Morskim, magistrala kolejowa Katowice-Gdynia, rozbudowa Warszawskiego Okręgu Przemysłowego czy przede wszystkim budowa gdyńskiego portu, który stał się dla międzywojennej Polski ‘”oknem na świat”. Poza budową portu przyczynił się do powstania polskiej floty handlowej, uwalniając Polskę od opłacania obcych armatorów. Jednocześnie z jego inicjatywy powstała Dalekomorska Flota Rybacka. W 1928 roku Eugeniusz Kwiatkowski otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Gdyni.

za: http://mariuszromangdy.blogsp…

Komentarze: (4)

 

  1. Ale “piłsudczycy” (i nie tylko) muszą pamiętać, że:

    (Tadeusz Radwan) “(…) Fabryka karabinów w Radomiu, której budowę rozpoczął Sikorski w 1924 r., została uruchomiona w 1929 r. Była zdolna wyprodukować 100 tys. karabinów rocznie. Proszę sobie wyobrazić, że przez 10 lat wyprodukowała ich zaledwie 440 tysięcy! Dlaczego? Dlatego, że nie było pieniędzy. U nas na nic nie było pieniędzy, odwrotnie niż za socjalizmu, gdzie z kolei pieniądze musiały być. Polska należała przed wojną do tzw. klubu Gold Standard, czyli Złotej Waluty, i dotrzymywała wszystkich obowiązujących zasad polityki walutowej, narzucanych przez jego zagraniczne kierownictwo.

    - Kogo musieliśmy słuchać, gdy nie było jeszcze wtedy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ani Banku Światowego, ani Europejskiego Banku Centralnego?

    (TR) – Był taki aeropag złożony z czterech szefów banków centralnych – Amerykańskiego Systemu Rezerw Walutowych, Banku Anglii, francuskiego banku centralnego i niemieckiego Reichsbanku. To szefowie tych instytucji kierowali światową polityką finansową narzucając ją innym krajom. Jakie to miało skutki dla gospodarki – o tym właśnie opowiada książka Zdziechowskiego ["Mit złotej waluty" wyd. 1937 i 2005 pod red. T. Radwana]. Polska przystąpiła do systemu Gold Standard w 1927 r., wbrew twórcom polskiej waluty, a zwłaszcza jej reformatorowi – Zdziechowskiemu. W październiku 1927 r. ukazał się dekret prezydenta RP Ignacego Mościckiego, który stanowił deklarację respektowania zasad Klubu Złotej Waluty.
    (…)
    - Kto w Polsce był przeciwny poddaniu polityki monetarnej międzynarodowej kontroli – Piłsudski, Grabski?

    (TR) – Piłsudski sprawami gospodarczymi w ogóle się nie zajmował. Nawet jak opanował władzę w 1926 r., scedował je na Mościckiego. Gospodarka w ogóle go nie interesowała. To był typ człowieka całkowicie z innej epoki. Powinien być przywódcą w XVII czy XVIII wieku… Tak samo nie interesował się problemami zaopatrzenia technicznego i zbrojeniowego wojska, bo uważał, że do pokonania nieprzyjaciela wystarczy siła charakteru i wysokie morale. Przeciwni uzależnianiu Polski od gremiów międzynarodowych byli ludzie, którzy tym się bezpośrednio zajmowali w Sejmie i w rządzie – Stanisław Głąbiński, Jerzy Zdziechowski, Roman Rybarski ze strony Związku Ludowo-Narodowego (to była forma organizacyjna ruchu narodowego) oraz środowisko Witosa.
    (…)
    - Nadchodzi rok 1928 i znów w gospodarce zaczyna się tendencja spadkowa. To jest rok ważnej decyzji…

    (TR) – Tak, to jest rok przyjęcia tzw. pożyczki stabilizacyjnej i wstąpienia Polski do klubu Gold Standard

    - Od tej chwili Polska już nie mogła prowadzić własnej polityki finansowej?

    (TR) – Mogła, ale nie chciała. Była tak lojalna w stosunku do swoich mocodawców, że uważała, iż jakiekolwiek odstępstwa są niedopuszczalne. Dlaczego? Otóż twórcy tej „stabilizacji” – prof. Adam Krzyżanowski i inni – uważali, że w ten sposób przyciągną do Polski kapitały zagraniczne…

    - Tak jak dziś…

    (TR) – I z takim samym jak dziś skutkiem.

    - Czy wówczas także zaczęło narastać bezrobocie?

    (TR) – Oczywiście. W 1928 r. było w Polsce 126 tys. bezrobotnych, a już w latach 30-tych zrobiło się milion sto tysięcy. Dziesięciokrotny wzrost bezrobocia! A proszę pamiętać, że rynek pracy był wtedy bardzo wąski, przemysłu było niewiele, 2/3 dochodu narodowego dawało rolnictwo. W 1937 czy 38 roku Kościałkowski, który wtedy był ministrem pracy i opieki społecznej stwierdził, że na 500 tys. ludzi, którzy rok rocznie przybywają na rynek pracy – 300 tysięcy automatycznie zasila rzeszę bezrobotnych. Polska nie miała żadnej akumulacji finansowej, żeby inwestować w tworzenie miejsc pracy. Rynek polski, wydrenowany z pieniędzy, był bardzo płytki. Muszę powiedzieć rzecz bardzo niepopularną: społeczeństwo polskie w wyniku powstania Państwa Polskiego zubożało. Na tych ziemiach w okresie zaborów robiło się więcej niż po odzyskaniu niepodległości…
    (…)
    - Czyżby Polska w czasie wielkiego kryzysu umacniała swoją walutę – odwrotnie jak reszta świata?

    (TR) – Mimo tak mocnej złotówki myśmy nawet nie importowali, bo po prostu nie mieliśmy za co. Polska – kraj europejski, ulokowała się na przedostatnim miejscu w dochodzie narodowym na głowę. Mieliśmy bardzo duży przyrost naturalny i jednocześnie bardzo niską wartość produkcji. W dniu 12 maja 1935 umiera Piłsudski. Do pełni władzy dochrapał się nareszcie Ignacy Mościcki. Początkowo piłsudczycy liczyli, że prezydentem zostanie Walery Sławek, i całą władzę przejmą pułkownicy. Tymczasem Mościcki zdymisjonował Sławka, powołał do rządu swoich ludzi, a na jego czele postawił związanego z sanacyjną lewicą pułkownika Zyndrama Kościałkowskiego. Ster gospodarki oddał swojemu pupilowi Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu, który objął tekę ministra skarbu.

    - Kwiatkowski ma piękną kartę w polskiej historii gospodarczej.

    (TR) – No widzi pani, i to jest właśnie taka sama teoria jak ta, że Piłsudski wygrał wojnę w 1920 r. Wielkie nieporozumienie. Kwiatkowski był człowiekiem całkowicie nie przygotowanym do tej roli. Był inżynierem przemysłu, okazał się bardzo dobrym organizatorem w końcowej fazie rozbudowy Gdyni (bo nieprawda, że ją stworzył). Wbrew legendzie był raczej konsumentem efektów osiągniętych przez poprzedników. Autorską politykę miał okazję realizować krótko, od września 1935 do maja 1936 r.: pogrążała ona kraj w deflacji, były masowe strajki, ceny spadały, słowem – dołek kryzysu. Wtedy zaprotestowały czynniki wojskowe.

    - Bo nie było pieniędzy na nic, także na produkcję karabinów w Radomiu jak Pan wspomniał na początku naszej rozmowy?

    (TR) – Przemysł działał na najniższych obrotach. Spadała produkcja. Brak opłacalności i siły nabywczej spowodował lawinowy spadek cen czyli deflację. We wrześniu 1936 r. doszło do wizyty Rydza-Śmigłego w Paryżu. Polska wystąpiła do Francji o pożyczkę na cele dozbrojenia. Pożyczka ta w wysokości dwustu kilkudziesięciu milionów złotych poruszyła nieco gospodarkę. Wojsko wymogło realizację Centralnego Okręgu Przemysłowego. Pomysł ten wywodził się z tzw. teorii trójkąta bezpieczeństwa w rejonie Radom-Skarżysko-Kielce, który realizował Sikorski jako minister spraw wojskowych. Potem sztab generalny wystąpił do Piłsudskiego, by kontynuować, ale Piłsudski się nie zgodził.

    - Dlaczego?

    (TR) – Prawdopodobnie wskutek postępów choroby. Proszę sobie poczytać pamiętniki Wacława Jędrzejewicza, dyrektora Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku. Podaje on, że od 1931 roku Piłsudski przestał załatwiać bieżące sprawy i stał się chorobliwie podejrzliwy. To był skutek choroby. Kwiatkowski był całkowicie nie przygotowany do kierowania polityką finansową w skali makro. Bał się i każdą decyzję ograniczał do minimum. Kiedy w 1936r. Polska stanęła na granicy bankructwa, zamiast po raz kolejny zdewaluować walutę, wprowadził ograniczenia w wydawaniu dewiz. Dlatego wzrost gospodarczy był tak nikły.

    - Po kryzysie nie wróciliśmy już do poziomu dochodu narodowego, jaki mieliśmy w szczytowym okresie, tj. w 1928 r.?

    (TR) – Wszystkie kraje w świecie przekroczyły do wybuchu wojny pułap przedkryzysowy. A myśmy raczkowali.

    - Wojna zastała Polskę nieprzygotowaną gospodarczo, bez przemysłu zbrojeniowego. Czy był to skutek zewnętrznej kontroli pieniądza?

    (TR) – Nie tylko. Sprawiła to także fatalna cecha Polaków – służalstwo i superlojalność wobec obcych, przewyższająca lojalność wobec własnego społeczeństwa. Dostrzegam głęboką analogię między tym co działo się w polityce gospodarczo-finansowej wtedy i teraz. Dlatego tak mi zależało na wydaniu książki Zdziechowskiego. Powiem teraz coś bardzo niepopularnego i Pani to pewnie ocenzuruje… Otóż ja nie uważam, że Polska w 1989 r. odzyskała niepodległość! Jako człowiek, który przez wiele lat pracował w aparacie gospodarczym PRL z całą odpowiedzialnością muszę pani powiedzieć, że wtedy mieliśmy więcej swobody w sferze gospodarki w stosunku do moskiewskiego Politbiura, niż teraz w stosunku do organów międzynarodowych…”

    Całość: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=31965

  2. Damian mówi:

    DZiękuję za mój apel aby nie przypominać wyłącznie postaci Romana Dmowskiego w różnych rocznicach ale i innych takich jak Minister Eugeniusz Kwiatkowski.Dobrze by było aby ta tradycja trwała bo nie wszyscy wiedzą kto kiedy miał zgon co zrobił i kiedy się narodził.Eugeniusz Kwiatkowski wybitny działacz państwowy mąż stanu budowniczy Gdynii stoczni portu oraz Centralnego Okręgu Przemysłowego co przyczyniło się do pokonania kryzysu lat dwudziestych i trzydziestych.Na koniec należy tu postawić wniosek aby jak najwięcej ludzi przyjechało do Warszawy do Dmowskiego i do Gdynii do Kwiatkowskiego z narodowym pozdrowieniem salutem rzymskim i znakiem krzyża dać świadectwo i hymnem młodych na ustach.

  3. Eugeniusz Kwiatkowski…

    “MOŻE CZAS WRESZCIE ZACZĄĆ SIĘ POZBYWAĆ MITÓW O WĄTPLIWEJ WARTOŚCI DYDAKTYCZNEJ?

    W 1939 roku i wcześniej większość polskich fabryk nie pracowała na rzecz WP nawet w połowie nie z uwagi na jakieś teorie spiskowe lecz z prozaicznego powodu braku środków finasnsowych na takie zamówienia (…) Gen. Kutrzeba napisał wprost o kurczowym trzymaniu się wcześniejszych doświadczeń i lęku przed nawet prostymi sposobami niekonwencjonalnego sfinansowania zakupów (obronnych) – o ile nie mieściły się w schemacie. Reasumując, władze (w czym, niestety, aktywny udział miał minister Kwiatkowski, starający się pracować w fikcji państwa w stanie pokoju i stawiający obronę przed inflacją i utrzymanie kursu złotego na pierwszym miejscu) nie zdecydowały się nawet na emisję dodatkowych obligacji, czy rozpisanie kolejnej pożyczki wewnętrznej, żeby choćby nasze własne fabryki mogły pełną parą produkować te rodzaje uzbrojenia, które mieliśmy w produkcji.”

    https://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=9609&start=125&sid=f065cd7c1b56f842c2da3205d56946fb

    * * *

    “Stanisław Głąbiński, RZĄDY SANACJI W POLSCE (1926-1939)
    (…)
    Rozdział ósmy
    Marnotrawcza gospodarka publiczna

    Nie jest moim celem wykazywać tu szczegółowo błędy i rozrzutność sanacji w szafowaniu funduszami państwowymi. Czyniłem to w Sejmie i w Senacie corocznie przy rozpatrywaniu budżetów. Czynili to moi koledzy klubowi. Nie mogę się jednak wstrzymać od wytknięcia takich działań, które z natury swojej miały piętno rządów partyjnych kosztem skarbu publicznego. (…)

    Nie zapomnieli też o sobie sanacyjni ministrowie i w 1934 r. przeprowadzili w Sejmie ustawę zapewniającą ministrom pełną emeryturę już po roku pracy na tym stanowisku. Doliczano do tego emeryturę za piętnaście lat pracy na innych stanowiskach państwowych i za okres piastowania mandatu poselskiego lub senatorskiego. Zaznaczyć należy, że przed przewrotem majowym ministrowie odchodzili do poprzedniej służby bez żadnych praw do emerytury ministerialnej.
    (…)
    Na dowód prawdy zawartej w mojej ocenie wystarczy przypomnieć stałe, milionowe przekraczanie budżetów państwowych przez zarząd skarbowy, często zupełnie samowolnie i bez uzasadnionych powodów. Wystarczy przypomnieć samowolną gospodarkę funduszami pożyczkowymi, przeznaczonymi przez ustawy na zupełnie inne cele. Wystarczy na koniec wymienić samowolną gospodarkę w Banku Gospodarstwa Krajowego, pozbawioną wszelkiej kontroli.

    Wszelkie jednak nawoływania do ograniczenia wydatków, do oszczędności, rozbijały się o naiwny upór i pewność siebie ludzi, którym rządy państwem wydawały się łatwą zabawą. Jeden z tych panów, mianowany premierem, kupił kosztowny samochód i pojechał do kąpieliska nad Atlantykiem. Inny, jako minister spraw zagranicznych, pojechał pociągiem specjalnym do Madrytu na konferencję międzynarodową. Dla wszystkich nowych dygnitarzy sanacyjnych, jak prezydentów sądów, dyrektorów izb skarbowych, starostów powiatowych, sprawiono samochody na koszt skarbu państwa lub samorządu, a prezes Banku Gospodarstwa Krajowego w publicznych przemówieniach i odczytach wzywał do zaciągania pożyczek inwestycyjnych na rozbudowę miast i życia gospodarczego.

    Ostatni minister skarbu Kwiatkowski okazał wiele dobrej woli w porządkowaniu finansów państwa i przyznał publicznie, że jego poprzednicy popełniali błędy. Jednak on także nie był wolny od optymizmu i obietnic niemożliwych do realizowania w naszym stanie finansowym, jak na przykład budowa kanału, który miał połączyć Polskę z Morzem Czarnym. On również, mimo szerokich uprawnień ministra skarbu, nie umiał powstrzymać swoich kolegów w gabinecie od przekroczenia preliminarzy, chociaż smutny stan obrony państwa nie był mu tajny.

    Dzisiaj, po bolesnym doświadczeniu, widzimy, jak gorzką ironią było rozpisanie dopiero przed samą wojną subskrypcji na pożyczkę lotniczą – po skonsumowaniu poprzedniej pożyczki „narodowej”. Widocznie byli w rządzie ludzie, którzy sprawę zabezpieczenia obrony państwa uważali za kwestię uboczną, którą można załatwić ofiarnością poszczególnych sfer narodowych i periodycznymi pożyczkami – bez naruszania ich resortów ministerialnych.”

    * * *

    “Adam Danek, KOMUNIZM WEWNĘTRZNY
    (…)
    (Ze śmiercią Komendanta) Sanacyjni prawicowcy zaczęli gromadzić się wokół nowego dowódcy sił zbrojnych, marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza. Lewica legionowa, zwana kolokwialnie naprawiaczami, skupiała się natomiast przy prezydencie Ignacym Mościckim, dlatego jej liderów zaczęto od prezydenckiej siedziby nazywać „grupą zamkową”. (…) W maju 1936 r. powstał ostatni sanacyjny rząd o mieszanym, kompromisowym składzie. Obozową lewicę [chodzi o "obóz legionowy"] reprezentowali w nim ministrowie: opieki społecznej – Marian Zyndram-Kościałkowski, rolnictwa i reform rolnych – Juliusz Poniatowski, wyznań religijnych i oświaty publicznej – Wojciech Świętosławski, jak również wicepremier i minister skarbu Eugeniusz Kwiatkowski.” (archiwum.konserwatyzm.pl).

    * * *

    Podsumujmy: w świetle przytoczonych trzech opinii (Radwan, Głąbiński, Danek), Eugeniusz Kwiatkowski:
    1. był człowiekiem obozu legionowego, czyli lewicy;
    2. był pupilem prezydenta Mościckiego – przywódcy lewicy obozu legionowego, czyli lewicy lewicy;
    3. lewica lewicy powierzyła mu misterstwo skarbu jako “człowiekowi całkowicie nie przygotowanemu do tej roli”, “całkowicie nie przygotowanemu do kierowania polityką finansową w skali makro”;
    4. działając na tym stanowisku “bał się i każdą decyzję ograniczał do minimum” i poprowadził kraj w sam “dołek kryzysu” (deflacja, masowe strajki);
    5. był przeto architektem “nikłego wzrostu” gospodarczego i “chociaż smutny stan obrony państwa nie był mu tajny”, to jednak nie umiał być ani elastycznym w poszukiwaniu źródeł finansowania zbrojeń, ani też zastopować “marnotrawczej gospodarki publicznej” swoich pewnych rychłej państwowej emerytury kolegów-ministrów z “obozu legionowego”;
    6. jeśli chodzi o rozbudowę Gdyni, to “był raczej konsumentem efektów osiągniętych przez poprzedników”.

    Kwiatkowski był członkiem struktur politycznych tzw. sanacji, a nie Ruchu Narodowego.

Zostaw komentarz