Prymas J.Glemp:”Jaruzelski był Polakiem, choć komunistą”
Prymas-senior kard. Józef Glemp udzielił obszernego wywiadu Katolickiej Agencji Informacyjnej na temat linii Kościoła katolickiego w pierwszym okresie po wprowadzeniu stanu wojennego. Powiedział m.in.:
KAI: Ale zasadniczo się z nim Ksiądz Prymas nie zgadzał?
- Tak, w dodatku on chciał, aby księża należeli do PRON. Powiedziałem, no nie, tak nie można, o co generał miał do mnie żal, bo chciał aktywnie wprowadzać do świadomości publicznej powszechną akceptację dla swoich działań. Gra się toczyła o to: być w socjalizmie czy nie być? Konstytucja PRL potwierdzała odpowiedzialność i kierowniczą rolę partii komunistycznej. Istniał dogmat, że Polska nie może się oderwać od bloku komunistycznego. Kto chciałby ten dogmat naruszyć, musiał być zwalczany. Dlatego Wałęsa w swojej mądrości politycznej, też nie występował przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Ja uważałem, że nadrzędną racją narodu jest spokój.
Jaruzelski nie był antykościelny. On uważał, że Kościół może wypełnić ważną rolę społeczną, bo – co by nie mówić – Jaruzelski był Polakiem, choć komunistą i nie wyobrażał sobie Polski bez Związku Radzieckiego. Ale on znał lepiej Kościół niż inni komuniści, był wykształconym człowiekiem o szerokich horyzontach literackich i kulturalnych, wypowiadającym się bardzo precyzyjnie. Nie chciał zepchnąć Kościoła do skansenu. Ja mu to kiedyś powiedziałem, że odnoszę wrażenie, iż komuniści chcą zrobić z Kościoła skansen. On na to zdecydowanie zaprotestował. Oczywiście miał on wizję Polski tylko w ramach wielkiego bloku radzieckiego.
KAI: Czy Ksiądz Prymas doświadczał takich samych uciążliwości stanu wojennego jak inni obywatele?- Oczywiście, telefon miałem wyłączony. Co do zaopatrzenia to mogę powiedzieć, że kto miał więcej, dzielił się z prymasem. Wtedy rzeczywiście żyliśmy z domownikami bardzo skromnie, ale głodu nie cierpieliśmy.
KAI: Czy dzisiaj Ksiądz Prymas postąpiłby tak samo, robiąc wszystko, aby zachować tkankę narodu?- Tak, to było racjonalne podejście. Na taką postawę decydujący wpływ miała moja wiara. Wyjście z tamtej trudnej sytuacji widziałem nie w kombinacjach politycznych, tylko w zawierzeniu Panu Bogu. Było to w duchu kard. Wyszyńskiego. To się udzielało, ludzie mieli nadzieję, wierzyli, modlili się. Przetrwaliśmy stan wojenny bez większych strat.
rozmawiał: Grzegorz Polak
za: niedziela.pl
Komentarze: (1)

W tym temacie jest wiele paradoksów i teoretycznych szans.
Nikołaj Bucharin (Rosyjska Akademia Nauk): „…nie należy przeceniać roli „Solidarności” w społeczno-politycznych przemianach, do których doszło na przełomie lat 80-ych i 90-ych w Europie Wschodniej (…) Oczywiście, wszystko zaczęło się od sierpnia 1980 roku i „Solidarności”, ale wpłynęło to przede wszystkim na rozwój sytuacji w samej Polsce, a nie w całej Europie Wschodniej. Właśnie „Solidarność” i radziecka „pieriestrojka” doprowadziły do przemian w Polsce. Jeśli nie byłoby „pieriestrojki”, to i „Solidarność” nie mogłaby zwyciężyć.”
To zdanie mówi wiele o tym, co wtedy mógł zrobić Jaruzelski i inni (partyjni i bezpartyjni) Polacy dla „wybicia się” na niepodległość. Raczej nic.
Nie wiem, czy możemy już dzisiaj w pełni ocenić gen. Jaruzelskiego. Niewątpliwie obciąża go to, że nie potrafił nawiązać kontaktu z własnym narodem. Utrzymał komunistyczną nowomowę i usztywnił ją. To przerażało zwłaszcza młodzież, żądną zasadniczych zmian.
Gdyby ludzie Jaruzelskiego wespół z ludźmi Kościoła zrobili wówczas „pieriestrojkę”, to młodzież poszłaby za nimi, a nie za Ameryką i KOR-em. Ale do tego potrzebna była wówczas zgoda komunistycznej Rosji – lecz czy Jaruzelski miał z kim w Rosji rozmawiać?
Jędrzej Giertych pisał w 1982 roku:
„Zmarł po 18 latach rządów dyktator Związku Radzieckiego, urodzony w 1906 roku Leonid Breżniew. Następcą jego został Jurij Andropow.
Kto to jest? Wiadomo o nim, że przez wiele lat był szefem służby bezpieczeństwa, oraz że w okresie powstania węgierskiego w 1956 roku był ambasadorem sowieckim w Budapeszcie. Warto zapoznać się z tym, co o nim pisze prasa londyńska.
The Times z 13 listopada 1982. „Jest to wykształcony człowiek, władający czterema językami, wśród nich językiem jiddisz. W sposób niezwykły okazał odwagę żeniąc się z Żydówką w szczytowym okresie antysemickich czystek Stalina”.
The Guardian z 13 listopada 1982. „Pogłoski (…) kwestionują rosyjskie pochodzenie Andropowa. Jedno z jego dziadków czy babek było pochodzenia żydowskiego, wedle źródeł zupełnie pewnych”.
Sunday Times z 14 listopada 1982. „Andropow urodził się 14 czerwca 1914 roku. (…) Rodzina jego matki była z całą pewnością żydowska”.
Jewish Chronicle z 19 listopada 1982. „Antybreżniewskie źródła sowieckie ujawniły wobec zachodnich dziennikarzy, że pani Breżniewowa jest Żydówką. Jest to prawda w przeciwieństwie do tego, że p. Andropow jest żydowskiego pochodzenia. (…) nie ma żadnych dowodów, które by potwierdzały to twierdzenie. (…) Co do jiddisz, jest z pewnością całkiem nieprawdopodobne, by Andropow znał choćby jedno słowo tego języka. Nie tylko nie jest żydowskiego pochodzenia, lecz urodził się we wsi koło Stawropola, na północnym Kaukazie, gdzie nie ma europejskich Żydów. (…) Co więcej, tubylczy Żydzi w tej okolicy nigdy nie posługiwali się językiem jiddisz”.” (Breżniew-Andropow, „Opoka” nr 17/1982, s. 259).
Wikipedia.ru: „Wiadomości o pochodzeniu Andropowa są bardzo pogmatwane i przeciwstawne.”
Jasne i proste jest tylko jedno: tak na Wschodzie, jak i na Zachodzie nie mieliśmy sojuszników ani w 1926 roku, ani w 1939 roku, ani w 1981 roku. „Pieriestrojka” umożliwiła „zwycięstwo” (dojście do władzy) prozachodniej, wspieranej przez USA opozycji solidarnościowej, którą poznaliśmy już po owocach jej działania.
W tym kontekście stan wojenny jawi się dziś jako wielka, bezpowrotnie stracona i chyba jednak tylko hipotetyczna SZANSA.
Skoro rząd Jaruzelskiego (zakładając, że byłby do tego zdolny) nie mógł w 1981 roku i w latach następnych nie tylko normalnie rozmawiać z Polakami (obserwowany przez KOR partyjny i solidarnościowy, przez Moskwę i Waszyngton), ale nawet dać Polakom do zrozumienia, że nie wolno stawiać na Zachód, lecz należy „przeczekać Katarzynę” (Breżniewa, Andropowa) i dogadać się z prawdziwą Rosją – to o czym dziś mówimy i czego żałujemy?
Nie mieliśmy wyboru w l. 80-tych. Byliśmy jako naród tylko pionkiem na światowej szachownicy i powinniśmy się cieszyć, że epoka komunistyczna nie skończyła się dla nas Afganistanem, Budapesztem, czy Libią.
Jednak pozostaje wciąż to samo pytanie: co z nami dalej?
* * *
Zob. także:
STAN WOJENNY RAZ JESZCZE
http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=389