Dlaczego nikt nie protestuje przeciwko kultowi Bandery na Ukrainie?

bandera pomnikUchwała Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego w sprawie obchodów 103. rocznicy urodzin Stepana Bandery

 Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego wyraża stanowczy sprzeciw w związku z szeroko zakrojoną akcją obchodów 103 rocznicy urodzin jednego z największych zbrodniarzy XX wieku, przywódcy ukraińskiego nacjonalizmu, Stepana Bandery, które miały miejsce na Ukrainie na początku 2012 roku.

Jednocześnie wyrażamy głębokie oburzenie faktem całkowitego milczenia na ten temat oficjalnych czynników Rzeczypospolitej Polskiej, a także milczeniem tzw. elit oraz mediów opiniotwórczych, które w wielu innych sprawach, często marginalnych, z wielkim zaangażowaniem demonizują polskie winy i polską odpowiedzialność. Nie protestują: Prezydent, Premier, szefowie partii politycznych, ale nie protestują również kręgi intelektualistów w innych sprawach znane z doskonałej sprawności w organizowaniu protestów np. przeciwko upamiętnieniu ofiar banderowskiego ludobójstwa na narodzie polskim.

Stepan Bandera był jednym z największych zbrodniarzy XX wieku i to zbrodniarzy nierozliczonych i nie ukaranych. Jako przywódca Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (b) ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za jej zbrodniczą ideologię i za jej okrutną realizację przez tzw. Ukraińską Powstańczą Armię. Po II wojnie światowej Bandera prowadził działalność agenturalną na rzecz różnych wywiadów, z wywiadami Wielkiej Brytanii i Republiki Federalnej Niemiec na czele, zachowując faszystowską ideologię i stosując brutalne metody walki politycznej.

Gloryfikowanie tego zbrodniarza w XXI wieku w demokratycznym państwie ukraińskim aspirującym do członkostwa w strukturach europejskich oraz milczenie na ten temat władz państwa polskiego jest rzeczą niedopuszczalną i skandaliczną.

W tym kontekście, za hipokryzję należy uznać działania Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa, którego uczestnicy, podczas posiedzenia w Warszawie w dniach 20-21 grudnia 2011 roku, zaproponowali ustanowienie Dnia Pamięci i Pojednania Ukraińców i Polaków. Propozycja ta stoi w jawnej sprzeczności z formułowanym od lat postulatem środowisk kresowych ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. Ewentualne przeforsowanie tego pomysłu będzie oczywistym zakłamywaniem rzeczywistości. Trudno bowiem mówić o pojednaniu w sytuacji rozwiniętego i postępującego procesu gloryfikacji Stepana Bandery, jego współpracowników i organizacji OUN i UPA już nie tylko w zachodniej części, ale na całej Ukrainie. Trudno mówić o pamięci ofiar, jeśli mordercy są stawiani na piedestał. Przemilczanie prawdy, zamykanie oczu na to, co się faktycznie dzieje, nie jest droga do pojednania i pamięci.

 

Warszawa,  dn. 5.01.2012 r.

 

Wyrażają poparcie:   

 

Prezes Fundacji, dr Lucyna Kulińska

Przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego, Jan Niewiński

Prezes Klubu Inteligencji Polskiej, dr Dariusz Grabowski

Komentarze: (4)

 

  1. JĘDRZEJ GIERTYCH WYJAŚNIŁ JUŻ KWESTIĘ UKRAIŃSKĄ

    W „Liście otwartym do społeczeństwa polskiego w Kraju” z 1982 roku Jędrzej Giertych ostrzegał:

    „Niebezpieczeństwo niemieckie wcale dla nas nie znikło. Niemcy są wciąż utajoną, potencjalną siłą, która zagraża naszemu bytowi. Zagraża także i bytowi Rosji.

    Gdyby się ostatecznie zawalił porządek jałtański i gdyby doszło do nowej wojny światowej, albo bez wojny do wielkiego dyplomatycznego spięcia dwóch obozów, z których jednemu przewodziłaby Ameryka, a drugiemu Rosja, jest oczywiste, że celem obozu amerykańskiego nie byłoby tylko obronienie się przed możliwą rosyjską ekspansją, ale takie pobicie Rosji i obozu jej sojuszników, by możliwym się stało ustanowienie znacznie rozszerzonego panowania amerykańskiego w świecie. A głównym sojusznikiem Ameryki na kontynencie europejskim są dziś Niemcy. Zwycięstwo amerykańskie oznaczałoby danie Niemcom wolnej ręki w Europie na takie urządzenie Europy i Eurazji, jakie będzie Niemcom odpowiadać.

    Nie rozumie polityki światowej, nie rozumie także historii ostatnich więcej niż dwóch stuleci, kto nie zdaje sobie sprawy z tego, że istnieje w życiu politycznym idea łącznego panowania nad światem sojuszu dwóch głównych plemion germańskich: Niemców i Anglosasów. W myśl tej idei, Anglosasi mają panować nad oceanami i na obszarach pozaeuropejskich, a Niemcy na europejskim lub euroazjatyckiem kontynencie. Skłaniał się do tej idei także i Hitler: myślał on, że uda się namówić Anglię do tego, by mu pozwoliła i pomogła zapanować nad kontynentem, a zwłaszcza nad Rosją, z tym, że on pomoże Anglii utrzymać bezpiecznie w swym ręku jej imperium; zachcianki te okazały się jednak z szeregu przyczyn niewykonalne, głównie z powodu wrogości Hitlera wobec Żydów i lóż masońskich, oraz jego ambicji, wkraczających w sferę wpływów angielskich, np. w Ameryce Południowej.
    (…)
    Idea anglosasko-niemieckiego panowania nad światem nie jest tylko ideą o charakterze czysto politycznym, strategiczno-mocarstwowym. Ma ona także i zabarwienie ideologiczne. Jest u podstawy tej idei nie sprecyzowany rozumowo i dyskretnie pomijany milczeniem, ale bezspornie obecny pogląd o wyższości rasy germańskiej, mającej prawo do przewodzenia innym rasom. Jest także i nuta antykatolicka i umiarkowanie, oględnie antychrześcijańska, zewnętrznie znajdująca wyraz w liberalnym protestantyzmie, a w sposób utajony podbudowana wpływem masonerii.

    Polityka amerykańska jest jak dotąd oparta o program jałtański, to znaczy o ideę wspólnego panowania nad światem przez Amerykę i Rosję i podzielenia świata na dwie strefy wpływu: amerykańską i sowiecką. Ale Ameryka coraz wyraźniej odchodzi od popierania systemu jałtańskiego. Co będzie gdy z tym systemem ostatecznie zerwie?

    Zamiarem jej wtedy będzie powalenie Rosji i zlikwidowanie jej roli mocarstwowej w świecie. Aby to osiągnąć, Ameryka posłuży się także i Niemcami. Udzieli wtedy Niemcom wolnej ręki do urządzenia kontynentu europejskiego wedle ich gustu.

    Nie wyobrażajmy sobie, że Niemcy trzymać się wtedy będą litery oświadczeń wschodnioniemieckich i zachodnioniemieckich o uznawaniu dzisiejszej, zachodniej granicy Polski. Niemcy uważają, że te uznania mają znaczenie tylko tymczasowe i wiążą tylko te dwa organizmy państwowe [byłą RFN i byłą NRD – przyp. red.], ale nie wiążą narodu niemieckiego jako całości. (…) A nie łudźmy się, że w sprzyjających warunkach zadowolą się przywróceniem granicy sprzed 1939 roku. Gdy będą miały siłę, wyciągną rękę także i po Poznań. I nie tylko po Poznań, lecz także po Łódź, Kraków i Warszawę. A siłę będą miały, jeśli Ameryka w trzeciej wojnie światowej – albo tylko w jakiejś wielkiej rozgrywce dyplomatycznej bezwojennej – zwycięży.

    Jak Niemcy, zwycięskie lub uczestniczące w zwycięstwie, urządzą wschodnią połowę Europy, pokazują nam doświadczenia z przeszłości, mianowicie akcja Hitlera, a jeszcze lepiej „system brzeski”, ustanowiony rzekomo na stałe w traktacie brzeskim z 3 marca 1918 roku i w umowach uzupełniających do niego; ustanowiony nie przez „dzikie” Niemcy hitlerowskie, lecz przez „cywilizowane”, rozsądne, praworządne Niemcy cesarskie będące pod cesarską władzą wnuka angielskiej królowej Wiktorii. W systemie brzeskim Ukraina miała być państwem nominalnie niepodległym, ale w istocie satelitą niemieckim, a miała obejmować też i część Zagłębia Donieckiego i całość północnych wybrzeży Morza Czarnego i Azowskiego. Kurlandia miała zostać wcielona do Rzeszy i skolonizowana przez Niemców; Litwa i „Baltikum” (państwo obejmujące Inflanty i Estonię) miały stanowić państwa satelickie Niemiec. „Królestwo Polskie”, obejmujące Warszawę, Lublin i Kielce, ale nie obejmujące Płocka, Łomży, Kalisza i Dąbrowy Górniczej, a zapewne i Łodzi, nie mówiąc już o Poznaniu i Krakowie, miało stanowić państewko ściśle związane z Rzeszą. Okupacja niemiecka obejmowała w systemie brzeskim także Białoruś, Psków, Krym i mały skrawek Kaukazu.

    Zapewne w trzeciej wojnie światowej Niemcy dążyłyby do urządzenia wschodniej połowy Europy w podobny sposób, a Ameryka by im w tym pomagała. Ludność polska zostałaby w wyniku tego nie tylko z Polski zachodniej, ale i z Polski środkowej wysiedlona. (Albo wymordowana, jak Żydzi.) Nie są to żadne „strachy na Lachy”, lecz są to realne perspektywy polityczne.

    W obliczu tych perspektyw lojalny i mocny sojusz polsko-rosyjski jest koniecznością, która leży w interesie zarówno Polski, jak i Rosji. W interesie Polski leży, by Rosja nie została pobita, bo jeśli Rosja zostanie powalona, to nie pozostanie na placu żadna siła, która mogłaby jej przyjść z pomocą. W interesie Rosji leży, by Polska stawiła Niemcom jak najmocniejszy opór, a to jest możliwe tylko, jeśli Polska będzie silna i nie będzie miała żadnych powodów, choćby irracjonalnych, do życzenia Rosji klęski. Oba kraje, wspólnymi siłami, będą mogły się obronić. Poróżnione ze sobą, będą skazane na klęskę.
    (…)
    Polacy, którzy twierdzą, że niebezpieczeństwo niemieckie już dla Polski nie istnieje, są w wielkim błędzie. To ich złudzenie sprawia, że nie doceniają oni potrzeby polsko-rosyjskiego sojuszu. A tymczasem sojusz ten jest w dzisiejszych czasach nieodzowną podwaliną polskiej polityki zagranicznej.”

    (Jędrzej Giertych, Co robić? List otwarty do społeczeństwa polskiego w Kraju., „Opoka” nr 17, grudzień 1982, s. 51-53.)

    * * *

    W świetle powyższego, przyczyny stopniowego upadku narodu polskiego i polskiej państwowości w dobie „wielkiej rozgrywki dyplomatycznej bezwojennej”, jaką mamy nieszczęście obserwować na przełomie XX/XXI wieku – stają się zupełnie jasne. Słowa Jędrzeja Giertycha wyjaśniają także przyczynę odradzania się i tolerowania nacjonalizmu neobanderowskiego na Ukrainie, o której pisze się już otwarcie, że w niedalekiej przyszłości może zostać podzielona [1]. To samo zapewne pisze się gdzieś i o Polsce, a propaganda ruchów autonomicznych nie jest tu kwestią przypadku.

    Nacjonalizm neobanderowski na zachodniej Ukrainie wydaje się być nie tylko ruchem proniemieckim, ale także próbą stworzenia, czy raczej odtworzenia wału odgradzającego Polaków od Słowian żyjących na Ukrainie i w Rosji, i uniemożliwiającego powstanie wspólnej przyjaznej granicy polsko-słowiańskiej na tym odcinku.

    O ile jednak Jędrzej Giertych w sposób zupełnie przekonywujący tłumaczył w 1982 roku antypolskie i antysłowiańskie plany Niemców i Anglosasów wobec Polski, Rosji i Ukrainy, to bardzo trudno wytłumaczyć nam dzisiaj, dlaczego pewne środowiska określające się jako polskie i patriotyczne (np. katolicki profesor M. Giertych, czy protestancki pastor Chojecki) stawiają na antyrosyjski w istocie sojusz Polski ze Stanami Zjednoczonymi, albo wręcz na „wojnę o niepodległość” u boku nowej, tym razem amerykańskiej, „La Grande Armee” [2].

    Przecież nic się nie zmieniło i jedyną siłą zdolną do udzielenia Polakom pomocy jest Rosja i sprzymierzone z nią państwa BRICS [3].

    ——
    [1] – Ukraina – strategiczny partner Polski?
    konserwatyzm.pl/artykul/2538/ukraina—strategiczny-partner-polski
    [2] – Zob.:
    Polityka zagraniczna – LPR
    jednodniowka.pl/forum/viewthread.php?forum_id=2&thread_id=331
    Drugi Izrael – czy PRL?
    idzpodprad.salon24.pl/321295,drugi-izrael-czy-prl
    Kadra czy pospolite ruszenie?
    idzpodprad.salon24.pl/380206,kadra-czy-pospolite-ruszenie
    [3] – Ocali nas BRICS?
    http://polski.blog.ru/138199411.html

  2. ROZKWIT RUCHÓW NACJONALISTYCZNO-NEONAZISTOWSKICH SKUTKIEM POLITYKI SZTUCZNEGO KREOWANIA RUSOFOBII?

    Z zaprezentowaną w pierwszym komentarzu wizją Jędrzeja Giertycha, dotyczącą polityki Stanów Zjednoczonych i Niemiec wobec Rosji i innych państw “wschodniej połowy Europy” dobrze koresponduje najnowszy materiał “Głosu Rosji”:

    “>Jeszcze nie bardzo boli, lecz krew już widać<

    Doniesienia znad Bałtyku, przekazywane przez agencje informacyjne w pierwszych dniach nowego roku, nie wyróżniają się szczególną nowością. Wszystko jest jak zwykle. Oto jedno z takich doniesień. Ministerstwo obrony Estonii przygotowało projekt ustawy w sprawie uznania byłych legionistów wojsk "Waffen SS" za "bojowników o wolność". Oto inne doniesienie: szefowa resortu wojskowego Litwy Rasa Juknevičienė podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych złożyła kwiaty na grobie pochowanego tam generała Povilasa Plechavičiusa, który walczył w szeregach okupantów hitlerowskich przeciwko polskim partyzantom na czele utworzonej przezeń formacji litewskiej. "Litwa pamięta tych, którzy walczyli o jej wolność i niepodległość" – oświadczyła nad tym grobem pani minister.

    Sprawa polega na tym, że krwawe "zasługi" byłych popleczników hitlerowskich na Litwie – zresztą nie tylko tam – naprawdę są obecnie wspominane, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Pamięć, jak wiadomo, posiada jedną cechę – jest wyrywkowa. Dlatego należy sprecyzować, jaka to ma być "Litwa", jacy to "bojownicy", o jaką "wolność i niepodległość" chodzi i w jaki sposób można pamiętać.

    Zresztą, podobne pytania należałoby skierować nie tylko do litewskiego ministerstwa obrony. Estoński minister Mart Laar także starannie czci pamięć byłych esesmanów spośród swych rodaków. Poczynając od 2005 roku, stara się on przeforsować zainicjowany przezeń projekt ustawy w sprawie uznania popleczników oprawców nazistowskich za "bojowników o wolność". Jak dotychczas bezskutecznie. Obecnie zresztą, jak uważa niemiecka "Die Tageszeitung", w trakcie omawiania przez parlament w marcu projektu ustawy będzie miał właściwie zapewnioną większość głosów. Jak oświadczył niedawno premier estoński Andrus Ansip, działania legionistów estońskich nie są obejmowane decyzjami Trybunału w Norymberdze.

    Ale takie wywracanie historii do góry nogami nie potrafi wymazać z pamięci wielu Estończyków niezatrutych ideologią nazistowską, a także większości mieszkańców Europy, którzy przeżyli koszmar hitleryzmu, wspomnień o innych, ponurych "zasługach" byłych esesmanów. Ambasada rosyjska w Tallinie nazwała kolejną próbę wybielania popleczników nazistowskich "bluźnierczą". Szefowa frakcji "zielonych" w Europarlamencie Rebekka Harms oświadczyła, że żadne fałszowanie historii nie może być tolerowane, a próby heroizacji nazistów kolidują z "powszechnymi wartościami". Ciekawe oświadczenie złożył podczas briefingu w Brukseli oficjalny przedstawiciel Eurokomisji Olivier Bailly, który stwierdził, że należy zbadać, czy przygotowywana w Estonii ustawa w sprawie kombatantów SS zgadza się z europejskim prawem i europejskimi wartościami. Wygląda więc na to, że decyzje trybunału w Norymberdze są dla Unii Europejskiej niewystarczające.

    Wiceprezydent rosyjskiej Akademii Problemów Geopolitycznych Władimir Anochin upatruje kilka przyczyn procesu heroizacji nazistów w krajach bałtyckich i w szeregu krajów Europy:

    W pierwszej kolejności chodzi o kompleks niższości, na jaki cierpią kraje bałtyckie, gdyż w zasadzie nigdy nie były one suwerennymi państwami. Ten kompleks wymaga jakiegoś wyjścia i w tym przypadku wykazuje się, że były one niepodległe właśnie pod okupacją faszystowską. Lecz proces historyczny wykazuje, że wojska radzieckie wkroczyły tam już po ustanowieniu władzy radzieckiej na tych terenach. Co, naturalnie, jest negowane.

    Za ważny czynnik Anochin uważa proces poszukiwań nowej ideologii rozwoju w warunkach kryzysu, jaki ogarnął Europę i cały świat. Niektórzy politycy, jego zdaniem, chętnie uciekliby do radykalizacji atmosfery w drodze odrodzenia szytwnych metod kierowania z czasów kryzysu z lat 30-tych. Nie pozostają na uboczu również zachodnie służby specjalne, wzniecające rusofobię. "Neonazizm kwitnie w całej Europie" – reasumowała nie tak dawno serbska "Polityka".

    Szef Komitetu do spraw międzynarodowych Rady Federacji Federacji Rosyjskiej Michaił Margiełow nie skłania się do nadmiernego dramatyzowania sytuacji. Równocześnie, jak oświadczył on w związku z krwawymi zamachem terrorystycznym popełnionym przez norweskiego neonazistę Breivika, "na razie jeszcze nie bardzo boli, lecz krew już widać"."

    Źródło: http://polish.ruvr.ru/2012/01/13/63818130.html (13.01.2012)

    * * *

    Można, oczywiście, i trzeba upatrywać nadzieję na powstrzymanie tych negatywnych trendów w oby rychłym zakończeniu wojny świata zachodniego z Rosją i wypracowaniu zasad współpracy pomiędzy zachodnią Europą i powstającą Unią Euroazjatycką, a zwłaszcza w ułożeniu (wreszcie!) dobrosąsiedzkich stosunków pomiędzy Niemcami, Polską i Rosją.

    Zachodzi jednak pytanie, na ile obecna polityka Niemiec i zachodniej Europy wobec Rosji jest szczera i autonomiczna w stosunku do planów amerykańskich, i czy nie stanowi ona przypadkiem jedynie ich dopełnienia?

    Dopóki nie uzyskamy w tej materii całkowitej jasności, wizja Jędrzeja Giertycha będzie ciągle aktualna.

  3. Damian Nieskurski z Warszawy. mówi:

    Stefan Bandera albo jak kto woli Stephan Bandera należy do grona mitów psełdo bohaterów na ukrainie.No bo bohater wyzwoliciel Ukrainy tego który dał niepodległość i wolność w powrocie ziem zachodnich do Ruzinów.No ale prześledźmy czy to jest jego zasługa ten powrót dawnych kresów polskich dla Ukraińców.Miom skromniutkim zdankiem niet a dlaczego no bo wiedzmy że UPA wymordowali tysiące lachów żekomo im odbierając to co im się nie należy i należy do Ukraińców.Otóż wiedzmy że ziemie te przez setki lat z pokolenia na pokolenie należały do Polaków i do Ukrainców więc te ziemie były też polskie i żadnych terenów tu nie zabrano bo ludzie te tereny zasoedlali często dziewicze przydzielane były przez władców administrujących tymi ziemiami polskiej arystokracji..Więc Ukraińcy nie odzyskiwali swych ziem tylko zaczęli je okupywać.Dalej dawne ziemie Rzeczypospolitej nie pozyskała UPA dla Rusinów tylko Stalin narysował mapę Europy gdzie zaanektował te ziemie i to Sowieci a nie UPA dawała je Ukraińcom.UPA i bandera tak przez małe b człowiek który kazał mordować nie tylko lachów ale żydów czy swoich którzy byli propolscy.No i mordercą jest też Ukraińców na koniec zachęcam do monografii Edwarda Prusa tego osobnika miejmy nadzieję że stosunki polsko ukraińskie się unormują i będzie tam przeprowadzona deupomizacja i tak jak Dzierżyński runął w Polsce tak runie bandera na Ukrainie.

  4. I jeszcze ciekawy głos z kwietnia 2007 roku, gdy, przypomnijmy, stanowiska prezydenta i premiera RP obsadzali bracia Kaczyńscy.

    POLSKA JAKO ANTYROSYJSKI BUFOR
    http://jednodniowka.pl/news.php?readmore=15

Zostaw komentarz