Gdy socjaliści niszczyli Węgry UE milczała!

2997003-wiec-poparcia-dla-premiera-viktora-643-482Z Zoltánem Kovácsem, ministrem ds. komunikacji z rządem w gabinecie Viktora Orbána, rozmawia Łukasz Sianożęcki, “Nasz Dziennik”.

Jak Pan ocenia groźby nałożenia przez Komisję Europejską sankcji na węgierski rząd za łamanie prawa unijnego?
- Staramy się nie odbierać tego w kategorii ataków. Mogę stwierdzić z całą pewnością, iż prowadzimy rozmowę z Komisją Europejską jak z partnerem. To, co jednak dostrzegamy z drugiej strony, to czysto polityczne i ideologiczne ataki oparte na przynależności partyjnej. Tu w szczególności europejska lewica nadaje ton tym niejednokrotnie wściekłym atakom. Dlatego też staramy się, aby prowadzić ten dialog tylko i wyłącznie z Komisją Europejską na poziomie technicznej i profesjonalnej debaty. To prawda, że jest ona czasem nieco gorąca i podniosła, ale już taki właśnie charakter mają debaty poświęcone tak istotnym kwestiom jak w tym przypadku.

Ale mamy tu do czynienia ze swoistym szantażem. Komisarz Barroso zagroził restrykcjami, jeśli nie dostosujecie się do wymogów Brukseli.
- Stale podkreślamy, że nie możemy się zgodzić na stosowanie podwójnych standardów. Nie jest dobrze, jeśli wszczyna się tego typu procedury wobec któregokolwiek z krajów członkowskich. Ale to przecież nie jest jeszcze koniec świata. Jeśli przyjrzeć się dokładniej, obecnie jest prowadzonych ponad 700 procedur o naruszenie unijnych przepisów wobec różnych krajów, a Węgry znajdują się naprawdę w dolnej części tej listy. Tak więc chcemy, aby procedury wszczęte wobec nas przez KE były rozwiązane na normalnej drodze postępowania prawnego. Tak więc powtarzam: nie można stosować w stosunku do Węgier podwójnych standardów. Jeśli np. Holandia, Francja czy Włochy, wobec których podjęto setki procedur o naruszenie prawa UE, mogą rozwiązywać to na drodze prawnej, dlaczego my mamy być traktowani inaczej? Tak więc nawet jeśli podjęto by wobec nas dwa razy więcej procedur, również chcemy mieć możliwość rozwiązania tego w cywilizowany, europejski sposób, w drodze negocjacji. I znów chciałbym podkreślić: to nie jest jeszcze koniec świata.

Viktor Orbán deklaruje gotowość negocjacji z Komisją. W których punktach spornych jesteście gotowi pójść na ustępstwa, a w których kompromis jest niemożliwy?
- Jednym z ważniejszych punktów jest to, że nie mamy sporu z Komisją w kwestii podstawowych wartości. Dlatego sądzę, że możliwe jest wypracowanie porozumienia praktycznie w każdej kwestii. Oczywiście są punkty, w których nie możemy się zgodzić i nie zgodzimy się na podwójne standardy, jak choćby w przypadku reformy systemu sądownictwa. W całej Europie można spotkać odmienne sposoby podejścia do tej sprawy i nikt nie będzie w stanie zbudować identycznego systemu sądowniczego we wszystkich krajach Starego Kontynentu. Dlatego tutaj będziemy prosić Komisję o zrozumienie, że posiadając głębszą wiedzę o węgierskim systemie sądowniczym, pozostaniemy przy swoim stanowisku. Jeśli zaś chodzi o sprawę węgierskiego banku centralnego, to chcemy, aby wszystkie zarzuty o naruszenie niezależności tego banku zostały jak najszybciej rozwiane, dlatego jesteśmy otwarci na dyskusję w tej materii.

Komisja Europejska nie podważyła ani jednego z zapisów nowej węgierskiej konstytucji. Ale lwia część europejskich mediów to właśnie węgierską ustawę zasadniczą wskazuje jako zarzewie konfliktu.
- Konstytucja została przyjęta w kwietniu 2011 roku. Prosiliśmy Komisję Wenecką [organ doradczy Rady Europy zajmujący się sprawami konstytucyjnymi - przyp. red.] o wydanie opinii na jej temat, co zakończyło się pozytywnie. Tak więc wyciąganie dziś kwestii konstytucji może być odbierane jedynie jako czysto polityczny atak. Poza tym przez pół roku toczyliśmy w parlamencie debatę na ten temat. W sumie jednak uchwaliliśmy przez półtora roku ponad 350 nowych praw, co miało na celu głęboką reformę strukturalną, przebudowę i odnowę państwa. Spośród tych 350 nowo przyjętych aktów prawnych cały czas przeciwko nam podnoszone są zaledwie trzy albo cztery te same kwestie. Staramy się nie przejmować tymi atakami, które ograniczają się jedynie do lakonicznych stwierdzeń, że nasza konstytucja jest niedemokratyczna. Jeśli tak uważasz, to pokaż, które akapity w niej są niedemokratyczne, a nie ślepo powtarzaj zgrane slogany. Jeśli nie masz argumentów przeciwko temu czy tamtemu zapisowi, to dlaczego stwierdzasz, że całość jest niedemokratyczna? Jeśli masz układankę, do której nie pasują pewne elementy, to po jej ułożeniu będziesz dokładnie widział, że obraz jest nieostry i zdeformowany. Tak więc stwierdzam, że te ataki są czysto ideologiczne i polityczne.

Ale dziennikarze nadal piszą, że Węgry stają się drugą Białorusią, a Orbán jest faszystą.
- Nie chcę używać zbyt mocnych słów, które cisną się na usta, kiedy słyszę tego typu zarzuty. Odpowiem panu tak, jak powiedziałem kilka tygodni temu jednej z amerykańskich gazet. Część lewicowych mediów stara się nas zepchnąć do narożnika, zadając pytania, na które nie da się odpowiedzieć w sposób “tak lub nie”. To są pytania typu: Czy CIĄGLE bije pan swoją żonę? Cokolwiek odpowiesz, będzie źle i postawi cię w naprawdę trudnej sytuacji. Dlatego nie zamierzamy przyjmować w tej sprawie postawy defensywnej. Odpowiadam więc, że Węgry nie zamierzają komentować tak bezpodstawnych zarzutów, w których nasze oddanie demokracji próbuje się przekuć w coś zupełnie odmiennego.

Podczas wizyty premiera Orbána w PE odbyła się równie gorąca debata jak w mediach. Polski eurodeputowany Ryszard Legutko argumentował, że ataki na węgierski rząd wynikają z czysto ideologicznych pobudek oraz z walki, jaką Orbán prowadzi z komunizmem. I stwierdził, że kiedy Węgry były niszczone przez socjalistyczne rządy, wówczas Unia Europejska siedziała cicho. Zgadza się Pan z oceną polskiego parlamentarzysty?
- Tak, jest to trafna ocena. Możemy przywołać przecież szereg wydarzeń z dwóch kadencji socjalistycznych rządów, które obrazują tę sytuację. Po pierwsze, kwestia z 2006 roku, kiedy socjaliści przyznali się, że kłamali. Kłamali co do przedstawianych opinii publicznej danych, wskaźników i prognoz na przyszłość. W zasadzie to kłamali niemal w każdym aspekcie swojej pracy. Wtedy przez Węgry przetoczyła się fala masowych protestów społecznych, podczas których policja z rozkazu rządzących zaatakowała manifestantów. Nikt wówczas w Brukseli nie pisnął ani słówka. Z kolei na przełomie 2008 i 2009 r., kiedy to kraj znalazł się na krawędzi ekonomicznego, instytucjonalnego i moralnego upadku, co było wyłącznie wynikiem rządów ówczesnego premiera Ferenca Gyurcsányego, też nikt nie zabrał głosu. Reforma podjęta przez nas półtora roku temu miała więc na celu nie tylko posprzątanie bałaganu po socjalistach, ale chodziło przede wszystkim o przeprowadzenie absolutnie koniecznych strukturalnych zmian, których przed nami nikt nie próbował zrobić.

“Gazeta Wyborcza” epatowała niedawno na pierwszej stronie informacją, że rząd Orbána traci poparcie, chociaż zaznaczono, że ciągle może liczyć na ponad 50 proc. głosów obywateli.
- Życie polityczne toczy się według pewnych reguł, być może nieznanych autorowi tego artykułu. Teraz jesteśmy w środku naszej kadencji i jest to całkiem normalne, że w tym czasie ludzie nieco odcinają się od polityki. Poza tym podjęliśmy szereg niezbyt popularnych, trudnych decyzji, lekki odpływ zwolenników jest więc nie do uniknięcia. Nasze pierwsze półtora roku poświęciliśmy na takie właśnie działania i liczyliśmy się z takim rozwojem sytuacji. Ale jeśli spojrzeć na ostatnie sondaże, można się przekonać, że większość uważa, iż Fidesz dobrze rządzi krajem. A co więcej, jeśli chodzi o procent zaufania, to jest on niemal identyczny jak podczas wygranych wyborów w 2010 roku.

Czy takie zaufanie do rządu może symbolizować sobotni marsz poparcia?
- Sam rząd nie miał z organizacją tego marszu nic wspólnego, ponieważ była to oddolna inicjatywa. Tak jak używaliśmy społecznych manifestacji do tego, aby pokazać niezadowolenie z rządów socjalistycznych, tak teraz ludzie odwdzięczają się nam, zbierając się i manifestując poparcie. Publiczne marsze należą do długiej węgierskiej tradycji. A te, które nie są organizowane przez żadną ze stron sceny politycznej, napawają ogromną radością, bo są wskaźnikiem, że demokracja w naszym kraju nie jest w najmniejszym stopniu zagrożona, a wręcz kwitnie.

Wie Pan o tym, że w Polsce też są organizowane manifestacje solidarności z Węgrami?
- Historia naszych dwóch narodów pokazuje liczne paralele w wielu, wielu sprawach. Przechodziliśmy przez podobne kłopoty i w większości przypadków dawaliśmy taką samą odpowiedź. Także przez ostatnie 20 lat doświadczamy zbieżnych wydarzeń. Myślę ponadto, że antykomunizm głęboko zakorzeniony zarówno w naszych, jak i waszych sercach sprawia, iż właśnie dlatego Polacy i Węgrzy są sobie tacy bliscy.

Dziękuję za rozmowę.

za: naszdziennik.pl, 23.01.2012

Komentarze: (9)

 

  1. DLACZEGO MUSIMY STAĆ PO STRONIE KONFEDERACJI SŁOWIAŃSKIEJ?

    Wprawdzie Jan Engelgard nas uspokaja (w komentarzu “Dlaczego musimy stać po stronie Orbana?”), że spokojnie możemy popierać politykę premiera Węgier, bo jest on zaprzyjaźniony z premierem Donaldem Tuskiem, a jego partia – Fidesz – jest “naturalnym sojusznikiem” PO (a nawet zasiada z partią Tuska w jednej frakcji Parlamentu Europejskiego), ale poprzeć dziś Orbana mógłby chyba tylko “ktoś nie interesujący się sytuacją wewnętrzną Węgier i wierzący we wszystko, co piszą gazety w Polsce i na świecie”.

    W swoim dwuczęściowym wyczerpującym artykule pt. “Polak, Węgier, dwa bratanki?” Jan Matusiewicz pisze:

    “Oceniając politykę Orbana uczciwie i całościowo, trzeba brać pod uwagę jej szeroki kontekst. PRZEDE WSZYSTKIM DZIAŁA ON WIĘC POD PRESJĄ WSPOMNIANEGO JUŻ JOBBIKU, którego przez pewien czas, zdaje się, wspierał jako potencjalnego sojusznika, ale który teraz, w wytworzonych warunkach, stanowi dla niego oczywistą konkurencję. Nie chcąc dopuścić do jego dalszego wzrostu znaczenia, musi zatem przejmować przynajmniej część jego haseł i postulatów. Jeśli więc nie chce utracić szybko swojej obecnej klienteli, jest zmuszony w istocie przyjąć kurs przynajmniej umiarkowanie niezależny wobec Brukseli. Zresztą równocześnie nie tylko nie wspiera wspomnianego Jobbiku, ale cały czas stara się politycznie go izolować i umniejszać jego znaczenie. To po pierwsze.

    PO DRUGIE, WCIELANE PRZEZEŃ W ŻYCIE DECYZJE W OBSZARZE EKONOMII, JAKKOLWIEK DORAŹNIE Z PEWNOŚCIĄ DLA WĘGIER BARDZO KORZYSTNE I POŻYTECZNE, SĄ JEDNAK W KOŃCU TYPOWYMI PÓŁŚRODKAMI. W końcu lepszym rozwiązaniem byłaby np. te obce biznesy całkiem znacjonalizować, niż nawet wysoko opodatkować. Zastosowane rozwiązanie raczej utrwala więc obecny stan rzeczy, może też utrudnić podjęcie takiego zdecydowanego kroku w przyszłości.

    PO TRZECIE FIDESZ NIE JEST BYNAJMNIEJ ŻADNĄ PARTIĄ „PRAWICOWĄ”, „KONSERWATYWNĄ”, CZY TYM BARDZIEJ NACJONALISTYCZNĄ. Jest dosyć niejednorodną ideowo partią typowego „środka”. Sam Orban zaś już od początku jej istnienia jest zaliczamy do jej skrzydła liberalnego. Nie jest on też wcale żadnym przeciwnikiem UE, ani nawet twardym eurosceptykiem. Nie tylko nie chce wyprowadzać Węgier z UE, ale opowiada się za dalszym pogłębianiem integracji europejskiej i poszerzaniem UE, zwłaszcza o Chorwację i Serbię.

    To tłumaczy, dlaczego mimo wszystkich tych krzyków i pohukiwań prezydencja węgierska w UE przeszła tak gładko i bezboleśnie. Reformy Orbana stanowiły bowiem tak naprawdę dla Brukseli mniejsze zło, mimo tak zajadłej ich krytyki. Węgry bowiem, skutkiem wieloletnich skrajnie nieudolnych rządów socjalistów, stanęły w pewnej chwili przed widmem całkowitego załamania finansowego i bankructwa, które musiałaby pociągnąć fatalne skutki dla całej UE.

    PO CZWARTE, WIELKIM PARADOKSEM JEST TO, ŻE NASZE CZYNNIKI „NIEPODLEGŁOŚCIOWE” WIĄŻĄ TAK WIELKIE SYMPATIE Z UGRUPOWANIEM, KTÓRE NA POZIOMIE UNIJNYM GRA W TEJ SAMEJ DRUŻYNIE CO PLATFORMA (Fidesz należy w Parlamencie Europejskim do tzw. Europejskiej Partii Ludowej, tej samej do której należy PO, włącznie z takimi personami, jak: Buzek, Lewandowski, Saryusz-Wolski itp. Nic więc dziwnego, że przekazanie prezydencji z rąk Orbana w ręce Tuska odbyło się w tak ciepłej atmosferze, z beczułeczką węgierskiego wina w tle.

    PO PIĄTE, CHWALĄCE TAK BARDZO ORBANA MEDIA, NA CZELE Z „ND” TUSZUJĄ, ALBO PRZYNAJMNIEJ BAGATELIZUJĄ, CAŁY CZAS FAKT, ŻE ON JEST KALWINEM. Zaś kalwinom, jeśli dobrze pamiętam, jest raczej obca pobożność maryjna, a tym bardziej odmawianie różańca, i nie wygląda wcale na to, by coś miało zmienić się w tym względzie. Obiektywnie kalwinizm jest herezją i tak do niedawna był oficjalnie przez Watykan traktowany, dopiero poborowi ekumeniści zaczęli bajdurzyć, że wszystkie wyznania chrześcijańskie stoją jakby na równi.

    Czyżby więc Matka Boża miała ratować Węgry, posługując się człowiekiem, ignorującym maryjne dogmaty i jej szczególnie miejsce w Boskim porządku Zbawienia. Nie twierdzę, że jest to całkiem niemożliwe, ale wydaje mi się to jakieś bardzo dziwne, bardzo kontrowersyjne.

    Mówiąc o tej kwestii, warto również zauważyć, że w Polsce traktuje się powszechnie Węgry jako kraj na wskroś katolicki.

    A wcale tak nie jest. Węgry są od wieków krajem o ludności religijnie mieszanej. Są one tylko mniej więcej w połowie katolickie. Obok tego żyje tam spora liczba prawosławnych, jeszcze większa protestantów, szczególnie właśnie kalwinów. Nie brak też wyznawców judaizmu. W dodatku katolicyzm dominował tam przez kilka ostatnich wieków przede wszystkim wśród prostego ludu, chłopów. Zdecydowana większość węgierskiej elity, tzn. szlachta, a jeszcze bardziej arystokracja, była od dawna kalwińska (a jednocześnie masońska). Trudno powiedzieć dokładnie, jak to wygląda dzisiaj. Są jednak powody do przypuszczeń, że jest podobnie.

    Ale smoleńscy bojownicy z Krakowskiego Przedmieścia i ich duchowi mentorzy poszukują przede wszystkim na gwałt „cudów”, gdzie tylko się da. Albowiem z niedostatku racjonalnych argumentów muszą kierować swoich wyznawców w sferę mistyki, a ściślej pseudomistyki. I na tym to podkładzie zrodził się i ów węgierski „cud”.

    Wydaje się, że ORBAN JEST TAK WYCHWALANY TAKŻE Z INNEGO POWODU; Z POWODU, KTÓRY, BYĆ MOŻE, ODGRYWA TAK NAPRAWDĘ WIĘKSZĄ ROLĘ, NIŻ NAWET JEGO POLITYKA CZYSTO WEWNĘTRZNA. MIANOWICIE, JEST ON WYRAZICIELEM ORIENTACJI PROAMERYKAŃSKIEJ, PRONATANOWSKIEJ, A ZARAZEM ANTYROSYJSKIEJ, choć może nie tak zaciekłym, jak Lech Kaczyński. W swoim czasie wypowiedział się m.in. „Nie zgodzimy się, aby ktokolwiek pretendował do posiadania sfery wpływów poza swoimi granicami”. Wyraźna aluzja do Rosji i Putina.

    Wszelkie próby tworzenia w obecnej chwili ściślejszej polityki polsko-węgierskiej to budowa przysłowiowych zamków na piasku. Trudno znaleźć tu realną wspólnotę poważnych interesów i wzajemnych korzyści. Nadto, zbliżając się zbytnio do Budapesztu, narażamy na szwank nasze relacje ze Słowacją i Rumunią. Warto również pamiętać, że nie zawsze żyliśmy z Węgrami w tak wielkiej przyjaźni. Tak było za Piastów, za Ludwika Węgierskiego i za Jadwigi. Ale już Zygmunt Luksemburczyk kumał się przeciwko Polsce z Krzyżakami.

    Mało kto zdaje sobie sprawę, że Węgry, a przynajmniej węgierska kalwińska arystokracja prowadziła bardzo niekorzystną dla Polski politykę po powstaniu Austro-Węgier i odbudowie tym sposobem niepodległości związanego z Habsburgami państwa węgierskiego. To właśnie politycy węgierscy parli, w jeszcze większym stopniu niż austriaccy Niemcy, do ścisłego sojuszu z bismarckowskimi, a potem wilhelmińskimi Niemcami. To na współpracy z tą potęgą, stanowiącą śmiertelne zagrożenie dla całego narodu polskiego, budowali swoją przyszłość. Przeciwstawiali się też stanowczo wszelkim próbom podniesienia pozycji polskiej Galicji w ramach monarchii habsburskiej. Wreszcie, w końcu lat 30-tych XX w. zbytnio prowęgierska, a jednocześnie skierowana przeciwko Czechosłowacji polityka Becka postawiła Polskę samotną oko w oko z Hitlerem i spowodowała jej zgubę.”

    Całość: http://piastpolski.pl/readarticle.php?article_id=61
    (Podkreślenia dużymi literami – polski.blog.ru)

    * * *

    Wniosek? – Czas na KONFEDERACJĘ SŁOWIAŃSKĄ, czyli budowę porozumienia suwerennych państw od Bałtyku po Bałkany, które będą sprzymierzone z Rosją i innymi państwami BRICS jako blok polityczny, i które wpiszą się w przyjazną współpracę Niemiec i Rosji jako trzeci człon nowej Europy.

    Orban, Tusk, Kaczyński i Ziobro tej Konfederacji nam nie zbudują.

  2. Damian Nieskurski z Warszawy. mówi:

    Ciąg dalszy tematyki Węgierskiej.Wiedzmy że Stefana Batorego mamy już dawno za sobą.Takim drugim może być Viktor Orban.Węgry stoją teraz na pozycji rozkroku gdzie iść czy za większą niezależnością albo za podległością unijną.Jestem pewien że walka będzie trudna i zażarta.Kto ma tu rację z jednej strony Orban bo chce aby Węgry się nie zadłużały w MFW a z drugiej strony Unia bo daje pieniądze i wymaga.Kto ma rację ten ma ale najbardziej tu jest na pierwszym miejscu interes narodu Węgierskiego.Pieniądze i m się należą bo sami wpłacają do unii swój posag a należą się im je jak psu zupa a warto przytoczyć tu że on ten Węgierski szary człowiek sam ma się gospodarzyć na swojej ziemi.A więc m módlmy się za Węgry i ich wspierajmy Amen Pozdrawiam.

  3. eNDol mówi:

    “Czyżby więc Matka Boża miała ratować Węgry, posługując się człowiekiem, ignorującym maryjne dogmaty i jej szczególnie miejsce w Boskim porządku Zbawienia. ” – tak panie pruski.blog czy jak panu tam, Orban to wstrętny Kalwin, nie to co Polacy Katolicy – “waszo Matko Bosko Myślenicko przy naszej Matce Boskiej Kalwaryjskiej to jak służąco przy pani” albo: “jedyna nadziejo człowieka grzesznego” itp podobne herezje…

  4. prawdzic mówi:

    Odnosze wrażenie że takie artykuły jak ten cały polskiblog piszą prowokatorzy na zamówienie UE. Celowo atakuje się Orbana niby to – na odmianę – z prawej strony, celowo podsyca się głupi radykalizm żeby wszystko skanalizować , taka jest polityka Unijnych prowokatorów, zawsze radykałowie byli na usługach reżymu….

  5. Proszę się ustosunkować do argumentów p. Matusiewicza podanych wyżej.

    A oto link do pierwszej części jego artykułu:

    POLAK, WĘGIER, DWA BRATANKI?
    http://piastpolski.pl/readarticle.php?article_id=60

  6. prawdzic mówi:

    Przejrzałem zlinkowany artykuł i tylko utwierdziłem sie w przekonaniu. “Cud”? – żaden cud, FIDESZ i tak by wygrał…. Reformy? – co z tego za małe. Antyeuropejski? nie on tylko udaje antyeuropejskiego. Powtarzam: radykałowie bijąc w Fidesz i Orbana jeśli doprowadzą do jego upadku będą mogli powiedzieć swoim mocodawcom przeciw którym niby walczą: “Panie Przewodniczący melduję wykonanie zadania…..”
    To prawda że nie zawsze stosunki z Węgrami były tak dobre ale też niektórzy bracia Słowianie byli dla nas jeszcze gorsi a mimo to postuluje się jakąś “Konfederację Słowiańską” rodem z wypocin p. Tejkowskiego….
    A wpis z Kalwinem kompromituje artykuł nawet jeśli są w nim źródła prawdy…. No pewnie, nie ma to jak superkatolicka Austria Zawsze Dziewica i Polski Przyjacielica…..

  7. Nie chodzi o subiektywne wrażenia i tendencyjne etykietowanie, tylko o rzeczowe ustosunkowanie się do zagadnienia.

    Czy nieprawdą jest, że to, co obserwujemy na Węgrzech oraz między komisją UE a rządem Orbana jest ścieraniem się dwóch politycznych opcji, prounijnej i proUSA?
    Czy nieprawdą jest, że celem polityki PROPOLSKIEJ nie powinno być wspieranie którejkolwiek ze stron tego konfliktu?

  8. prawdzic mówi:

    czasem trzeba wybierać między dżumą a tyfusem….. w tej chwili chyba jednak opcja prounijna stanowi większe zagrozenie….Nie wiem czy Orban jet aż tak proamerykański

  9. Proszę sobie więc wybrać “dżumę”, albo “tyfus”, lecz proszę nie zmuszać do tego Polaków, którzy pragną zdrowej polityki PROPOLSKIEJ.

    Wszyscy mają swój rozum i wolność wyboru.

Zostaw komentarz