“Koniec pewnej epoki” – płomienny apel prezesa MW
“Historia nam przyspieszyła. Gdy w 2009 r. obejmowałem funkcję prezesa Młodzieży Wszechpolskiej, nastawiałem się „na długi marsz”, na stopniową, mozolną i, co tu dużo mówić, powolną budowę struktur MW, na spokojne wychowywanie nowego pokolenia narodowców. Przez ostanie 2.5 roku zarysowało się jednak coś, czego wcześniej nie przewidywałem. Zarysował się wyraźnie koniec pewnej epoki.” – w ten sposób prezes MW Robert Winnicki rozpoczyna swój noworoczny apel. Jego zdaniem nadciagający kryzys gospodarczy doprowadzi do społecznego przebudzenia: “Trzeba sobie powiedzieć gorzką prawdę: żadne wstrząsy o charakterze ideowym, rozkład polskiej tożsamości, rozpad wspólnoty narodowej – żadne z tych zjawisk nie spowodowało przebudzenia się polskiego społeczeństwa. Katastrofa słabego państwa pod Smoleńskiem (bo tak należy interpretować zarówno samą tragedię, jak i to co się wokół niej dzieje) była impulsem chwilowym i w ostatecznym rozrachunku dosyć łatwo wypartym z masowej świadomości przez administrujących naszym krajem liberałów. Jedynym argumentem, który przemawia do większości Polaków, jest zasobność ich osobistego portfela. I prawda jest taka, że większość rodaków będzie nas chciała słuchać dopiero wtedy, gdy kryzys mocno uderzy właśnie w ten aspekt ich codziennego życia.”
I kończy płomiennym i emocjonalnym apelem: “Jacy powinniśmy być my, przedstawiciele nowego pokolenia, które w najbliższych latach będzie walczyć o to, by odebrać władzę nad krajem jawnym zdrajcom, drobnym cwaniaczkom albo zwykłym nieudacznikom? Z pewnością musimy mieć poczucie własnej siły i wartości. Tylko poczucie takiej siły może wyzwolić nasz naród z wielorakich kompleksów, które bardzo silnie w nas tkwią. Naszym zadaniem jest uwolnić tkwiącą w narodzie energię i pokierować nią dla dobra wspólnego. Dlatego musimy być zorganizowani, rozważni i odpowiedzialni. Musimy mieć również świadomość, że walka jaką toczymy, wymaga od nas ofiarności i poświęcenia. Walkę naszą musimy toczyć nie dla zaspokojenia osobistych ambicji, nie dla próżnej chwały i nie dla osiągnięcia indywidualnych korzyści. Będąc dumnymi, znającymi swoją wartość Polakami, zawsze pamiętać musimy o osobistej pokorze. Zawsze musimy pamiętać, że nasza aktywność jest służbą. Jeśli w ten sposób będziemy działać, dobry Bóg z pewnością nam pobłogosławi. Pobłogosławi naszemu zwycięstwu.”
Całość można przeczytać: http://narodowcy.net/robert-winnicki-mobilizacja-2012/2012/01/01/
j.s. mp.info
Komentarze: (6)

Każde zwycięstwo ma, co prawda, wielu ojców, ale o kimś, kto stwarza pozory, że uczestniczy w ważnej pracy wykonywanej przez kogoś innego mówi się: “Konia kują, żaba nogę podstawia”.
A tak naprawdę ocalić nas może tylko Bóg i… BRICS.
Zob.: OCALI NAS BRICS?
http://polski.blog.ru/138199411.html
Спасет ли нас БРИКС?
Swego czasu na jednym z blogów internetowych , internauta napisał, że Polacy wyjdą na ulice jak nie bedzie ich stać na oglądanie telewizji. Miał chyba na myśli opłacenie rachunków za energie, bo abonament telewizyjny nie płaci ponoć 65% Polaków.
Najbardziej mnie bawi to, że obecny prezes MW robi miny jak Codreanu na wiecu Żelaznej Gwardii. Lubię oglądać jego wystąpienia nie ze względu na treść, bo propaganda jest propagandą, ale właśnie na te jego minki. Mam ubaw z tej groteski. Przyznam szczerze, że w uskutecznianiu min i póz Robert Winnicki dorównał niepokonanemu do tej pory Wojciechowi Wierzejskiemu;-)
Pamiętam już takie płomienne apele, tylko w nieco lepszym wydaniu – my idealiści narodowcy, oni – bezideowcy i sprzedawczyki… Niewiele z tego później wyszło, a raczej wyszło, ale całkiem na odwrót. Wystarczy prześledzić skład ławy oskarżonych w sprawie WBR-u… sam kwiat dawnej ideowej młodzieży.
Tak, skład ławy oskarżonych w sprawie WBR-u przed Trybunałem pt. Gazeta Wyborcza.
cyt za Droga Legionbisty E-Zine
12.01.12 Jedna Ojczyzna – Jedna Kultura – Wspólny wróg! (+ nuta)
czwartek, 12 stycznia 2012 15:57
Póki nie rusza sezon piłkarski, mam czas przelać trochę rozkmin nt drugiej strony naszego życia. To, że oficjalny ruch narodowy (nie chcę rzucać nazwami partii, organizacji, bo generalnie dobrze, że one są…) przyciąga wielu ludzi, którzy z życiem ulicy nie mieli nigdy nic wspólnego to rzecz naturalna. Tak jest w każdym oficjalnym ruchu politycznym, partii czy stowarzyszeniu, które zajmują się takimi sprawami jak ideologia, gospodarka, życie narodu… Trudno by rządzili państwem ludzie niewykształceni bądź wychodzący codziennie na solówkę pod blokiem… Ruchy nacjonalistyczne (ale i lewackie…) mają jednak inne ramie, nieoficjalne. Walczymy generalnie w tej samej sprawie, ale na całkiem innych zasadach. Wynika to m.in. z różnicy życiorysów, charakterów, priorytetów i zainteresowań. Gdzieś tam jednak doszliśmy do wspólnych wniosków i tak na symbolicznym 11 listopada było kilkuset bojówkarzy w kominiarkach, ale także wiele tysięcy szarych, grzecznych Polaków… Ważne by znać swoje miejsce i uważać resztę narodu za innych, ale jednak swoich, godnych wspólnej walki. Pamiętajmy, że Ojczyzna złożona z samych ludzi ulicy jest niemożliwa, a nie wszyscy np. antykomuniści to ludzie ulicy. Kibolka to nasze hobby, styl życia, cieszę się, że 11 listopada byliśmy z tymi, którzy nie mają z naszym środowiskiem (zaś z krajem, szacunkiem do przodków, kultury itp. jak najbardziej) nic wspólnego…
Garniturki nie powinni się wypowiadać na temat stylu naszych działań, a ja czy Ty kibol nie powinniśmy mieszać się stricte do działania politycznego, wchodzić w zależność od danej partii – tak mi się wydaję. Wspierać tych, którzy działają w naszej sprawie – owszem, ale sam jestem za działaniem autonomicznym w przypadku „ulicznej” części polskiego ruchu nacjonalistycznego. Też mi się twarz cieszyła jak widziałem K. w kominiarce rozmawiającego z mediami przed Tóskobusem, ale wszyscy wiemy, że dla jakichś tam wyborców jest to odpychające (co nie znaczy, że K. nie powinien tam w tej kominiarce być – na moje wyszło fajnie, tyle że chcę ukazać, iż nasze działanie, a działanie polityczne to dwie różne opcje – nie mieszajmy tego zbytnio!).
Mieszanie się nie do swoich spraw prowadzi do różnych ciekawych sytuacji, jak np. liść dla „ogarniającego” idących bojówkarzy harcerzyka w mokasynach, bo dostał jakąś tam funkcję od stowarzyszeniowych kolegów i megafon do ręki (11.11.2010)… Wcale mnie owy liść nie dziwił, bo niektórzy naprawdę nie mają wyczucia kiedy zamknąć papę. A prawda jest taka, drodzy koledzy „oficjalni”, że gdyby nie radykalne skrzydło ruchu nacjonalistycznego (które jest od zawsze, w różnych postaciach, obecnie mamy okres najlepszy…) to połowa (więcej?) manifestacji współczesnego ruchu narodowego byłaby kompromitacją…
Szanujmy się, róbmy swoje. Jedni są od tego by walczyć, inni od tego by nasze dzieci nie musiały oglądać ślubów dwóch facetów na polskich osiedlach, transwestytów w Sejmie (a powiem Wam, niestety zupełnie serio, że na Zachodzie coraz bliżej bezczelnego wynurzania się na powierzchnię są pedofile, którzy już „zbierają sobie” przychylnych „naukowców!”) itd.… Obie grupy muszą zrozumieć to, że są sobie potrzebne. Nie wchodzić sobie w drogę, z głową wspierać.
Jebać polityczną poprawność, lewacy bez skrupułów – bezczelnie bronią swojego bojówkarskiego ramienia. Lewackie kurwy prosto w oczy kłamią w TV, że antifa to nie coś na wzór bojówki, nie wiem czy te lewe dzidy są tak głupie by w to wierzyć czy po prostu bronią swoich przed Systemem (jeśli tak, to jakby nie patrzeć dobrze!). Nie wymagam od naszych kłamstwa w oczy, nasz ruch opiera się na prawdziwe, ale chociaż „ciach bajera” panowie w garniakach i w studiach TV! Naszym celem, podobnie jak Waszym – Wielka Polska!
Ł.
…