Myśli „nowoczesnego” Miszczuka
W odpowiedzi na moją polemikę („Jest kogo czcić i naśladować”, „MP” nr 5-6/2012) p. Tomasz Miszczuk poczuł się wywołany do tablicy i postanowił po raz kolejny odnieść się do artykułu mojego autorstwa. W tekście zatytułowanym „Piłsudczykowska dywersja w paleoendeckim mateczniku” Miszczuk m.in. pisze:
„Serio, sam nie mogłem uwierzyć! Paleoendecki matecznik naprawdę istnieje! Nie sądziłem, że dzisiaj w drugiej dekadzie XXI wieku zachowali się jeszcze w przestrzeni publicznej ludzie, którzy w ten sposób patrzą na świat – charakteryzują byty polityczne przez pryzmat podziału „piłsudczycy” – „endecy”. Dookoła rozgrywany jest konflikt kultur, kwestionowane są fundamenty cywilizacji łacińskiej, międzynarodowe koncerny stanowią ważniejsze podmioty sceny politycznej niż państwa, w których zostały zarejestrowane, wielokrotnie przewyższając je budżetami i potencjałem gospodarczym, a tutaj po cichu jakby nic się nie zmieniło toczy się mała wojna endecko-piłsudczykowska. To jakaś totalna alienacja temporalna i impregnacja na zmieniającą się rzeczywistość. Gdyby nie znane z innych publikacji redaktora poglądy o charakterze serwilistycznym wobec Rosji stanowiące karykaturę poglądów samego Dmowskiego w tej kwestii i będące nadinterpretacją założeń taktycznych wczesnej endecji oraz gdyby nie zupełne oderwanie od aktualnej rzeczywistości politycznej i społecznej, z którą to związek był jedną z najbardziej konstytutywnych cech tej formacji, można, by uznać p. Motasa za przypadek politycznego hibernatusa, zatrudnić w Muzeum Niepodległości jako przykład endeka model 1907, dla zwiedzającej młodzieży rozmowa i wysłuchanie takiej osoby byłoby to bezcenną lekcją, żadne muzeum multimedialne nie dorównałoby takiemu rzeczywistemu dotknięciu reliktu historii (…) Oczywiście nie chcę wypędzać red. Macieja Motasa z jego ideologicznego rezerwatu, niech sobie tam tkwi, jeśli sprawia mu to przyjemność, natomiast trudno jego postulaty nazywać realistycznymi. Budowanie mitologii wokół Jędrzeja Giertycha czy Bolesława Piaseckiego, to postulat nie tylko niedorzeczny, ale wręcz komiczny, nawet biorąc pod uwagę sentyment jaki budzą te postacie w części ruchu narodowego. Nic nie ujmując wspomnianym z ich zasług, które bez wątpienia posiadali, to jednak pewne ich decyzje i drogi polityczne były co najmniej dwuznaczne z punktu widzenia interesu narodu i zdeprecjonowały je jako postacie publiczne”.
…no cóż, pozostaje mi, jak widać, tylko wysmażyć podanie o pracę do warszawskiego Muzeum Niepodległości i czekać na angaż w roli żywego eksponatu, ze swojej strony sugerowałbym na przykład celę Jana Ludwika Popławskiego na Cytadeli… A tak na poważnie, to dziwi mnie jedynie obecność p. Miszczuka na „internetowych łamach” narodowego dwutygodnika, jest przecież tyle forów, portali i innych ośrodków, które skupiają ludzi o podobnych mu poglądach i zainteresowaniach, czemu uparł się publikować akurat u nas (bo ja bynajmniej nie uważam się na łamach „MP” tylko za gościa)…, po co się męczyć w endeckim skansenie? No bo, jeżeli ktoś nie akceptuje postawy Jędrzeja Giertycha, Bolesława Piaseckiego i współtworzonych przez najwybitniejszych, w moim odczuciu, powojennych kontynuatorów myśli Dmowskiego, środowisk, to chyba nie mamy o czym rozmawiać. Co to znaczy, że „ich decyzje i drogi polityczne były co najmniej dwuznaczne z punktu widzenia interesu narodu i zdeprecjonowały je jako postacie publiczne”? Może nieco pokory panie Miszczuk, mówi pan bowiem o ludziach, którzy całe dorosłe życie oddali służbie i pracy dla Polski. Obaj płacili za to dużą, a jeden z nich najwyższą cenę (śmierć syna). Przyznam, że podobne wynurzenia mogłyby paść z ust pewnego „szpikera” RWE, po jego wyjeździe w 1953 na Zachód.
Podobnie nie rozumiem zarzutów o „antykwaryzm” moich poglądów, Roman Dmowski opublikował „Myśli nowoczesnego Polaka” w 1903 roku, czy zdaniem p. Miszczuka powinniśmy je już odrzucić jako nieaktualne? A tak w ogóle, to co ma, przepraszam za wyrażenie, piernik do wiatraka? W swoim tekście ustosunkowywałem się do tradycji obozu narodowego, a nie do zagadnień bieżących, w tym wyzwań, przed jakimi stoi Europa i świat. Zresztą ostatnie lata dość dobitnie pokazały, że działania neopiłsudczyzny właśnie na gruncie polityki międzynarodowej stanowiły realne zagrożenie dla interesów Polski współczesnej (cała polityka zagraniczna poprzedniego prezydenta).
Zaś co do owych salonów, z których p. Miszczuk sobie uczynił wdzięczny przedmiot drwin, to żałuję tylko, że urodziłem się za późno i nie miałem możności uczęszczać na legendarne salony narodowe u Leona Mireckiego, Napoleona Siemaszki i ks. Tworkowskiego, w latach 70. i 80. ub. wieku, gdzie mógłbym spotkać wielu tak wyszydzanych przez p. Miszczuka endeków z „gatunku” „hibernatus”. Podejrzewam jednak, że nie wie pan, o czym mówię…
Maciej Motas
Na zdjęciu: cela w X Pawilonie Cytadeli – tu siedział Jan Ludwik Popławski
