Warto sprzedać Lotos? – rozmowa z Andrzejem Szczęśniakiem
Dlaczego Ministerstwu Skarbu Państwa nie udało się sprzedać Grupy Lotos?
- Tylko Rosjanie mogą być zainteresowani zakupem. To ich rejon działania – inwestują w Niemczech (ostatnio nabyli rafinerię w niemieckim Schwedt tuż za polską granicą), zachodniej i wschodniej Europie. Jednak uprzejmie, ale twardo powiedziano im, że nie życzymy ich sobie w Grupie Lotos i w Polsce. Zrezygnowali, bo nie mają zwyczaju chodzić na wojnę tam, gdzie się ich nie chce. Wiedzą, że nic na tym nie ugrają. To jedyny realny inwestor – pozyskanie inwestora z innych kierunków jest niemożliwe. Bo w Europie z różnych względów przemysł rafineryjny raczej się zwija niż rozwija. Tylko Rosjanie są w stanie kupować rafinerie, bo mają złoża, a brakuje im przerobu, który daje dostęp do rynków zbytu.
Należy się obawiać rosyjskiego inwestora?
- Oczywiście, że nie. Jeżeli jednak państwo jest słabe, to wszystkiego się boi. Boi się sprzedać rafinerii nie tylko Rosjanom, ale też Niemcom, Włochom, bo Rosjanie i tak od nich odkupią. Natomiast Rosjanie kupują w Europie Zachodniej i tam się ich nie boją, ale negocjują najlepsze dla siebie warunki. Silne państwa się nie boją zagranicznych inwestorów, cenią napływ kapitału, nawet z krajów nie bardzo zaprzyjaźnionych.
A może przed inwestorem dla Lotosu postawiono za duże wymagania – zapłacić za akcje i jeszcze zapewnić dostęp do złóż ropy?
- Racja. Kiedy inwestor kupuje ponad połowę akcji rafinerii, to chce mieć zakład, który będzie mógł bez problemu dostosować do struktury swojej firmy. Jak się postawi zbyt wiele wymagań, to można takiego inwestora stracić. Przy sprzedaży akcji Lotosu oczekiwania były bardzo wysokie, a tymczasem w gdańskiej rafinerii ciągle jest zbyt wysokie zatrudnienie w porównaniu do podobnych rafinerii na Zachodzie, a to kolejne obciążenie dla inwestora. Te elementy są więc bardzo ważne. Bo jeżeli spojrzymy tylko na możliwą cenę za akcje, to nie jest ona wysoka. Choć możemy tylko mówić o oczekiwanych dochodach skarbu państwa – 2,5 mld zł – jakie pojawiały się nieoficjalnie. Wystarczy uświadomić sobie, że wartość połowy zapasów ropy i paliw zgromadzonych przez Grupę Lotos to 2,5 mld zł. Więc to były trochę zaniżone oczekiwania. Powinno się sprzedawać rafinerię inaczej. Osobno koszt ropy, odrębnie wycena przedsiębiorstwa. To normalna formuła, tak się sprzedawano ostatnio rafinerię Stanlow w Wielkiej Brytanii.
A warto w ogóle sprzedawać?
- Niekoniecznie zagranicznym inwestorom, bo po sprzedaży zyski, wypracowane przez taką firmę, wypływają z kraju, a w przypadku Polski z jej chronicznym deficytem na rachunku bieżącym, to bardzo groźne. Powinno się dobrze zarządzać taką fabryką własnymi siłami. W przypadku Lotosu sytuacja jest dość przymusowa – nie jest najlepiej z powodu fatalnej koniunktury. Lotos zainwestował potężnie, a wyniki są słabe, gdy kredyty na te inwestycje trzeba za chwilę spłacać. Więc przy Lotosie nie ma wyjścia, gdyż Unia Europejska nie pozwoli nam na pomoc dla Lotosu jak nie pozwoliła w przypadku stoczni, więc potrzebny jest konkretny nowy właściciel, który spłaci kredyty, które to spłaty – warto pamiętać – zaczynają się w 2012 r. To duże wyzwanie. Jak się patrzy na bilans Lotosu, to widać, że potrzebny jest nowy kapitał.
Ministerstwo Skarbu Państwa twierdzi, że ma plan B.
- Ciekaw jestem, jak to zrobią. Jeżeli przez giełdę – to Skarb musi się pożegnać z dochodami ze sprzedaży akcji, a wybrać wariant podniesienia kapitału, który trafiłby na konta spółki. Tylko że giełda nie zastąpi branżowego inwestora z jego “głębokimi kieszeniami”, czyli możliwością dalszych inwestycji w rozwoju spółki. Nowy minister wyzwanie ma potężne, a możliwości manewru bardzo skromne. Mógłby oczywiście zaprosić do negocjacji konkretne koncerny naftowe, ale ostatnie kwerendy Lotosu (i PERN-u) w Ameryce nie przyniosły rezultatu, więc znowu zostają tylko Rosjanie. I kółko się zamyka.
Lotos potrzebuje inwestycji w złoża. Nie da się bez nich funkcjonować?
- Niekoniecznie, rafinerie nie muszą mieć złóż, bo do nich potrzebne są zupełnie inne umiejętności i ogromny kapitał. Na przykład fiński koncern Neste Oil, który nie szuka złóż i dobrze sobie radzi jako rafineria. Jest to bardzo dobrze zarządzana spółka. To jedna z dróg. Inna stać się pionowo zintegrowanym koncernem, czyli takim od wydobycia do sprzedaży. Najlepiej jest to zrealizować przez połączenie z innym podmiotem, który ma złoża ropy. Własnymi środkami Lotos nie ma możliwości finansowania rozwoju segmentu upstream (wydobycia), a dzisiejsze wysiłki na Morzu Północnym bardzo obciążają jego bilans. Są natomiast na rynku firmy, którym brakuje rafinerii, niestety znowu… rosyjskie. Bez ropy można sobie radzić zwiększając wydajność. W Polsce ciągle się o tym się mówi, ale niewiele się robi. Problem w tym, że rafineria, by sprostać zachodniej konkurencji, musi być superwydajna. Porównywałem to kiedyś ze szwajcarską firmą rafineryjną Petroplus. Przy wielkości i możliwościami przerobu ropy Orlenu zatrudniała 3 tysiące pracowników, a Orlen 24 tysiące.
A może rafinerie to tak w ogóle nie jest perspektywiczny biznes?
- Ten rynek rzeczywiście już się kurczy, ale Polsce jeszcze rośnie, bo nadrabiamy zaległości cywilizacyjne. Niedługo dopadnie nas jednak i ta słabość. Jednak nawet jeśli się rozwijamy, to producenci mają w sprzedaży marże europejskie, czyli dzisiaj bardzo skromne. Więc i pod tym względem to rynek nieperspektywiczny, ale ciągle potężny. Może więc nie warto sprzedawać polskich rafinerii, bo sprzedane komuś innemu będą tylko centrami kosztów w większych koncernach i ich przydatność dla lokalnego otoczenia gwałtownie spadnie. Zawsze jest tak, że przychodzi zewnętrzny inwestor i ucina takie wydatki, skoro zakupiony zakład nie jest jego centralą. Tego się nie obroni, a to nie są małe pieniądze – Lotos wydaje na wsparcie lokalnych inicjatyw grube miliony złotych. To wszystko – np. wydatki na sport, kulturę, promocję regionu powoli by wyschły. Nie od razu, by nie robić zamieszania i niechęci, ale powoli, krok po kroku. Sprzedana zagranicznemu inwestorowi rafineria byłaby pod tym względem mało przyjazna dla regionu.
Za: szczesniak.pl
Wywiad dla „Gazeta Trójmiasto”, 7.01.2012
Komentarze: (2)

Rafinerie maja znaczenie strategiczne i z tego powodu powinny pozostać w rękach państwa. Trzeba ich bronić jak niepodległości (dosłownie). To o wiele powazniejsza sprawa niż stocznie i nie ma co sie oglądać na zakazy umierającej UE. Spójrzmy co Orban zrobił z MOLem – odkupił z obcych rąk. W tej sprawie o żadnej prywatyzacji w ogóle nie powinno się dyskutować.
“(Szwajcarska firma rafineryjna Petroplus) Przy wielkości i możliwościach przerobu ropy Orlenu zatrudniała 3 tysiące pracowników, a Orlen 24 tysiące.”
“Lotos wydaje na wsparcie lokalnych inicjatyw grube miliony złotych. To wszystko – np. wydatki na sport, kulturę, promocję regionu”
PLAN UZDROWIENIA NASZEJ GOSPODARKI MUSI UWZGLĘDNIĆ KONIECZNOŚĆ LIKWIDACJI TYCH DWÓCH PATOLOGII.
Zatrudnienie powinno być racjonalne (ale zgodne z prawem pracy i przepisami BHP), natomiast wszelkie wydatki na cele pozafirmowe powinny być podwójnie opodatkowane.
Inicjatywy społeczne (lokalne i ogólnokrajowe) powinno finansować samo społeczeństwo ze swoich opodatkowanych już pieniędzy prywatnych.
W przeciwnym razie szefowie firm zaczną nam dopisywać do cen produktów swoje firmowe wydatki na organizację wyścigów w hipodromach i walk gladiatorów.